List Matki Wawrzyny z Jazłowca

Serdecznie pozdrawiam ze słonecznego Jazłowca.


W środę 23 kwietnia wyruszyłam na Ukrainę i następnego dnia nad ranem stanęłam w jazłowieckich progach. Nocna cisze przerywał jedynie szum potoku płynącego w pobliskim jarze.

Większość niedzieli spędziłam przed telewizorem, aby choć trochę poczuć atmosferę Placu Św. Piotra. Piękna uroczystość, pełna wzruszenia i swoistej nostalgii. Zawsze mocno przeżywałam dźwięk polskiego języka w czasie watykańskich uroczystości. Może to właśnie pontyfikat Jana Pawła II tak mnie, ale i chyba nas wszystkich, przyzwyczaił do tego. Benedykt XVI dzielnie brnął przez wszystkie zawiłości polszczyzny. A potem… trochę mi było smutno, ze skoczył się ten niezwykły czas, dający przywileje wszystkiemu, co polskie. Wiedziałam, ze kiedyś to nastąpi, ale… W każdym razie z niezwykłą radością i entuzjazmem słuchałam transmisji pełnej polskich akcentów. Zapamiętam te uroczystość także dlatego, ze przezywałam ją właśnie w Jazłowcu. Mimo tysięcy kilometrów i tutaj udzielała się nam wszystkim wielka radość!

Od kilku dni aura jest przepiękna: intensywnie niebieskie niebo stanowi wspaniałe tło dla kwitnących sadow i łagodnych wzgórz pokrytych różnymi odcieniami zieleni. W to wszystko wpisuje się nasz biały dom.
Gdyby nie doniesienia medialne o bardzo trudnej sytuacji na Ukrainie, miałabym wrażenie, że wszystko jest tu tak, jak zawsze. Z jednej strony życie toczy się swoim torem, ale bardzo wyraźnie widać drożyznę i pogarszającą się kondycje ekonomiczna ludzi. Do tego dochodzi niepokój o przyszłość. W naszym domu również to wszystko coraz mocniej odczuwamy. Grup rekolekcyjnych z Ukrainy jest bardzo mało, a wszystkie grupy z Polski odwołały swoje przyjazdy. Musimy przeczekać ten ciężki okres. 

Czujemy jednak ogromne wsparcie ze strony wielu zaprzyjaźnionych osób. Dziś z wielkim wzruszeniem odbieraliśmy z księdzem Stefanem paczki, które w ramach akcji pomocy dla Ukrainy przysłali różni ludzie z Pomorza. Listy i życzenia czytaliśmy z łezką w oku. Pomoc idzie do rodzin potrzebujących wsparcia materialnego, głównie z naszej parafii w Trybuchowcach, położonej niedaleko Jazłowca.

Ludzie z tej parafii robią na mnie duże wrażenie. Większość z nich stanowią rodziny z małymi i dorastającymi dziećmi. Budynek kościoła znajduje się w opłakanym stanie, ale ta parafia żyje. Ksiądz proboszcz, który jest jednocześnie naszym kapelanem bardzo się w nią angażuje, podobnie i siostry. Pracą duszpasterską ogarnięte są dzieci, jak również dorośli. Myślę, ze budynek nie jest najważniejszy, choć rzeczywiście żal patrzeć na pozalewane ściany i marny dach. Ludzie, którzy tu przychodzą są pełni zaangażowania i wdzięczności za wszystko. Te paczki z Polski wywołały tez piękne reakcje. Ludzie docenili wysiłek finansowy i zwyczajny odruch ludzkiej życzliwości. Rożne osoby dziękowały za zaangażowanie księdza i sióstr w tę pomoc i dzieliły się czym mogły: jajkami, serem itp.

Przy naszym domu siostry założyły małe gospodarstwo, żeby mieć swoje warzywa i obniżyć koszty utrzymania. Po gospodarczym podwórku chodzą kury, na zboczu pasą się owce, w klatkach rosną króliki, a obok przepiórki. Na polu sadzimy ziemniaki, siejemy zboże. Pracy dużo, ale żaden kawałek ziemi się nie marnuje. A rano budzi mnie kogut!

Jaki piękny mógłby być świat, gdyby go nie psuło zło. 

Mimo różnych trudności zwianych z Jazłowcem jestem pełna ufności i nadziei, ze Bóg wyprowadzi z tych wszystkich komplikacji jakieś dobro. Robimy, co możemy, bo przecież nie wolno nam odkładać czynienia dobra na łatwiejszy czas. Poza tym, to w trudnych okresach dojrzewają najlepsze sprawy i ludzie. Jedna z tych spraw są rekolekcje z Matka Marcelina i różne formy rozpowszechniania Jej myśli, zwłaszcza dotyczącej rodziny i wychowania.
Serdecznie pozdrawiam
Matka Wawrzyna

Reklamy

KWIETNIOWE, WARSZAWSKIE ‘WYJŚCIE Z KZJ’

Kochane, za nami już trzecie „wyjście z KZJ-em”.

Tym razem frekwencja nie była imponująca. Przeszkodziła Niedziela Palmowa oraz Warsaw Orlen Marathon. No, ale „wyjście” się odbyło.

Spotkałyśmy się na dziedzińcu Muzeum Narodowego w Warszawie i choć nieliczne zdążyłyśmy się pogubić, ale po kolei. Na początek, udałyśmy się w podziemia, gdzie jest sala wykładowa. Tam pracownik muzeum opowiadał o życiu i dziełach Aleksandra Gierymskiego. Opowiadał o relacji ze starszym Maksymilianem i o „wybiciu się na niepodległość” Aleksandra jako artysty dopiero po wczesnej śmierci brata. Przedstawiał zainteresowanie Aleksandra światłem podobnie jak u impresjonistów. Wykład był bardzo cennym wprowadzeniem do późniejszego samodzielnego zwiedzania wystawy.

A każdy właściwie mógł tam znaleźć coś dla siebie: kto z Puław – Puławy, kto z Lublina- Lublin, kto z Paryża – Paryż, kto z Niemiec – Monachium. A ja odnalazłam zupełnie nieznane mi… Powiśle w szkicach i obrazach tego artysty, czyli moją ukochaną Warszawę.

Największe wrażenie zrobiły na mnie, obok szkiców warszawskich, obrazy „światłem malowane” czyli słynna „Altana” oraz ” Opera Paryska”. Znacznie mniej odpowiadały mi obrazy z późniejszego okresu pobytu za granicą. Dostrzegłam w nich pierwsze wpływy kubistyczne, może niesłusznie.

Właśnie podczas zwiedzania ekspozycji – pogubiłyśmy się. Trudno było więc wymienić wrażenia ale za to każda mogła wszystko szczegółowo obejrzeć we własnym tempie. Gorąco tą ekspozycję polecamy!

Iza Gomza

Jak pamiętacie pobyt u Niepokalanek?

Dla każdej z nas pobyt w przyklasztornej szkole z internatem oznaczał co innego. Jedne od początku czuły się tam dobrze, całą sobą chłonęły niezwykłą atmosferę, stuletnią tradycje, bliskość Sanktuarium. Inne ciężko znosiły oddzielenie od rodziny, dyscyplinę, brak prywatności.  Ale dla każdej z nas było to silne przeżycie. Na całe życie.

Podzielmy się wspomnieniami. Napiszcie jak wspominacie pobyt w placówce Sióstr Niepokalanek (przysyłajcie wspomnienia na beatar077@gmail.com). Wasze spomnienia będziemy publikować na http://www.naszKZJ@wordpress.com.

Dla zachęty – zerknijcie poniżej na tekst ze strony Oczami uczennic:

„Jest inny świat… mój świat”

Przez całą pierwszą klasę było to dla mnie miejsce, które zajmowało ostatnią pozycję na liście „ulubionych”. Nie lubiłam czytać, uczyć się, a co dopiero siedzieć ponad godzinę nad książkami na studium, kiedy to siostra pilnowała, a ja musiałam tkwić przy ławce praktycznie nieruchomo. Koszmar!

Druga klas, to ciągłe życie na walizkach. „Wyjeżdżam. Zabierzcie papiery.”- te słowa słyszeli moi rodzice średnio raz w miesiącu. Trzecia klasa- to już zupełnie inna historia. Płakałam. Płakałam dlatego, że był to już koniec. Koniec pięknej przygody.

Nagła metamorfoza? Istotnie. Uwierzyłam w zdanie, iż kiedy coś się nienawidzi, trzeba znaleźć w tym czymś to, co się kocha i zacząć z tym żyć.

Trwając w swym buncie, zaczęłam grać w piłkę nożną. Pamiętam jak dziś zawody, treningi, dziewczyny i każdy ten moment, kiedy przychodziłyśmy do s. Judyty, bądź też do s. Agnes, bo znów któraś wybiła sobie palca albo stłukła kostkę.

Z nadmiaru energii uczyniłam pożytek, angażując się w różnego rodzaju akcje. A miłość do wolności zamknęłam w sztuce – w chórze, kółku teatralnym, dekoracjach.

Wbrew swojemu pierwotnemu nastawieniu, odnalazłam siebie. Siebie prawdziwą.

Zapewne pomogła mi w tym zmiana mojego nastawienia, ale także Ci wszyscy, którzy tworzą tę krainę. Krainę znajdującą się nieopodal, którą tworzą Białe Istoty, które niczym „Ziemscy Aniołowie Stróżowie” strzegą Cię  nawet przed Tobą samą. (Jak choćby przed zamienieniem się w kameleona- ciągła chęć zmiany koloru włosów, aż do momentu, kiedy kolor nie wyszedł, a włosy stały się granatowa, a Ty dostawałaś karniaka.), oraz malutkie elfy takie jak Ty, które wspierają Ciebie, a Ty je. (Jak dziś pamiętam jak siedziałyśmy w „Kurniku” w zamkniętej łazience, w obawie przed siostrą i jadłyśmy truskawkową czekoladę – dziś nie smakuje już tak samo.)

Żywa tradycja i cała ta atmosfera sprawia, że odnajdujesz w tym miejscu swoje prawdziwe „Ja”.

Kiedy zaś baśń się kończy i pojawia się szara, inna już rzeczywistość (np. tak jak w moim wypadku studia), oni wszyscy nadal trwają przy Tobie. Może niekoniecznie fizycznie, ale na pewno duchowo. Pomagają Ci nadal trwać w tym, w co pozwoliły Ci uwierzyć- że jesteś piękna na swój własny sposób i będąc tak jak ja teraz-  absolwętką liceum, pamiętać zawsze, iż „jest inny świat.. mój świat”.

Monika Słowińska

 

Uroczystości kanonizacyjne w Warszawie

Witam!

Drogie Dziewczyny, niedługo kanonizacja Jana Pawła II.

Na Placu Zamkowym w Warszawie jest namiot  gdzie można obejrzeć wystawę, wziąć udział w grze miejskiej. Ponadto przez najbliższe  dni będą ciekawe spotkania, dyskusje, filmy, koncerty, duży koncert w piątek 25.04, potem czuwanie Odnowy w Duchu św. w sobotę itd.

Po więcej szczegółów zajrzyjcie na http://kanonizacjajp2.com/obchody-centralne

Beata Śmigiera

Podziękowania i życzenia Siostry Danieli

Moi Mili,

znów serdecznie dziękuję Wam za okazane serce. W niedzielę rano transport darów dla dzieciaków z Wałbrzycha dotarł na miejsce. Pełna półciężarówka. A kolejna jedzie 25.04 ze Skierniewic. Samochód pełen był przede wszystkim ciuchów (w większości dla dzieci) i zabawek. Były też wózki, książki, bulelki ze smoczkami, żywność, a nawet pleystation, keybord, komputer i 2 monitory!!!!

Jesteście wielcy! I napewno trochę z Waszej dobroci wróci i do Was!

Wpłaciliście na konto Kuźni Talentów sporo gotówki. To ważne, bo dzięki temu starczy na sfinansowanie bieżącego żywienia dzieciaków.

Dziękuję:)

Ściskam Was goraco i życzę wiele dobrego na Święta. Przede wszystkim odpoczynku! Beata 

——————————————————————————————————————– A teraz oto co do Was napisała Siostra Daniela:

Kochani

Kolejny raz dziękuję za wielkie serce i dary, które z tego serca pochodzą a do nas przychodzą.   Bardzo się cieszymy każdą rzeczą – wielką i malutką – każda się przyda.

Kiedy rozpakowuję poszczególne worki i kartony modlę się za ludzi, którzy je pakowali, myśleli sercem, jak zrobić, żeby były komuś radością i wsparciem, czasem to mały woreczek ze słodyczami włożony między wyprane i wyprasowane ubranka, czasem liścik dołaczony do daru – tak to odbieram – sercem – to dobrze, ze mamy dla siebie serce i czas – bo zdaję sobie sprawę z tego ile czasu potrzeba na pomyślenie i zrobienie czegoś dla innych.

Dziękuję za wpłaty na konto – suma wciąż rośnie – na święta wpłynęło ładnych parę tysięcy – będzie za co kupić najbardziej podstawowe produkty, których ludziom brakuje.

Dziękuje za pełne troski i pochylenia się nad potrzebującymi telefony i maile – ile dobrego może się dziać dzięki elektronice!

Dziękuję za troskę o moje zdrowie i siły.

Trwa Wielki Tydzień – to czas przeżywania największych tajemnic wiary -dla tych, którzy sa związani z Kościołem – i choć wiem, ze nie wszyscy nasi dobrodzieje są wierzący i praktykujący – to wszystkich obejmuję sercem i życzę aby te dni – WIELKIEJ NOCY – były dla wszystkich piękne, pełne miłości i serca okazywanego i przekazywanego dalej, zanurzonego w Sercu, które kocha każdego człowieka.

Czuwanie przy Chrystusie w Ogrójcu, w ciemnicy, przy Krzyżu w Wielki Piątek i w sobotę, ciszę, w której Pan śpi, poświęcam wszystkim Wam, naszym DOBROCZYŃCOM.   A radość niedzielnego poranka, radość z poszukiwania i znalezienia Zmartwychwstałego niech bedzie naszym udziałem. Spotkajmy się w niej, albo w drodze do Emaus, jak uczniowie poszukujący Chrystusa. Wiem, że On zawsze daje się znaleźć. Najczęściej w drugim człowieku!

Alleluja! Siostra Maria Daniela

Życzenia od Zarządu Koleżeńskiego Zjednoczenia Jazłowieckiego

Kochane Koleżanki!
Zbliżają się Święta Wielkanocne, najbardziej radosne święto w roku. Tym razem przypadają one pod koniec kwietnia, gdy przyroda budzi się do życia, kwitną pierwsze krzaki, żółta forsycja i różowy migdałek, wszędzie się zieleni, a w drzewach uwijają się ptaki budując gniazda. Zaprośmy tę zieleń i radość do naszych domów i rodzin.

Pozdrówmy się tradycyjnym zdaniem – „Chrystus zmartwychwstał!” „Prawdziwie zmartwychwstał”. W zmartwychwstałym Chrystusie wszelkie życie powstaje z martwych. Módlmy się słowami Jana Pawła II – „Panie, dzień już się nachylił zostań z nami. Zostań, by oświecić nasze wątpliwości i nasze lęki. Zostań, abyśmy mogli wzmocnić nasze światło Twoim. Zostań, aby pomóc nam być solidarnymi i wspaniałomyślnymi. Zostań , abyśmy umieli w świecie, w którym tak mało wiary i nadziei, zachęcać się nawzajem i rozsiewać wiarę i nadzieję. Zostań, abyśmy i my mogli nauczyć się od Ciebie jak być światłem dla innych ludzi i dla świata”. Tego nam na co dzień w naszym działaniu potrzeba, a przed wielkim dniem kanonizacji, słowa te szczególną mają wagę.

Niech Święta Wielkiej Nocy będą dla Was radosną chwilą odpoczynku i spokoju. Niech przyniosą Wam wiele dobrych spotkań i myśli. Cieszcie się wiosną i miłymi rozmowami przy świątecznym stole. Zapomnijcie choć na trochę o obowiązkach, zobowiązaniach, dietach i tym wszystkim, co zazwyczaj zaprząta nasze głowy. Przyjemne dni spędzone z gronie rodzinnym przy świątecznym stole niech działają jak akumulator na kolejne pracowite miesiące!

Życzenia składajmy także sobie, czyli naszej Wspólnocie. Niech rośnie w siłę! Życzmy sobie, abyśmy się częściej spotykały, abyśmy jednoczyły się, realizując dobre inicjatywy, żebyśmy wzajemnie się wspierały. Jest nas tysiące, każda inna, każda z własnym talentem, rozumem i sercem. Wiele dobrego możemy zdziałać. I niech tak się dzieje!

A jeżeli jeszcze nie należysz do Koleżeńskiego Zjednoczenia Jazłowieckiego- dołącz naszkzj.wordpress.com/zapisz-się/. Jesteś tu naprawdę potrzebna i chciana!
Razem naprawdę jest lepiej!

Ściskamy Was gorąco

w imieniu Zarządu Koleżeńskiego Zjednoczenia Jazłowieckiego
Maluki Wiercińska /z d. Kwilecka – matura Szymanów 69/

Relacja z pierwszopiątkowego spotkania KZJ w Warszawie

Kochane,
To sprawozdanie właściwie nie ja powinnam pisać, bo spóźniłam się znacznie na pierwszopiątkowe spotkanie KZJ-u na Kabatach w kwietniu to jest 4.04.2014 r. Powodem była rehabilitacja kręgosłupa na odległej Pradze. Zdążyłam się spóźnić na Mszę św. o 18.00 więc ominęła mnie Droga Krzyżowa w kaplicy. Ale od razu weszłam w „temat” spotkania gdy ksiądz kapelan wypowiedział intencję Mszy św. Była ona nie tylko za naszą zmarłą koleżankę ale także za Żołnierzy Niezłomnych. I cieszę się, że tak właśnie ich nazwano bo uważam że to określenie lepiej niż ” wyklęci” oddaje ich postawę.

Po Mszy św., wspaniałym cieście i herbatce rozpoczęło się clou spotkania – film ” Kwatera Ł”dokument z ekshumacji polskich patriotów zagrzebanych w sposób urągający ludzkiej godności przez ich komunistycznych oprawców na powązkowskiej „łączce”.

Film dokumentalny więc nie epatujący przemocą, zrobił jednak na mnie przejmujące wrażenie. Przede wszystkim, dlatego że ukazywał niesamowite losy ludzi, którzy mieli zostać całkowicie zapomniani, przywracanych narodowej pamięci. Film prosto ale przejmująco przedstawiał decyzję profesora Szwagrzyka, który podjął się tej ekshumacji choć na początku wszyscy powątpiewali w powodzenia działania. Bardzo wymowne było skonfrontowanie tego nastawienia z obecną sytuacją gdy kilkanaście spośród ponad setki ekshumowanych zwłok zostało zidentyfikowanych. Na mnie wrażenie zrobiło, gdy do trumien zawierających zdekompletowane szczątki dołączono zdjęcia. Byli na nich przeważnie młodzi i przystojni mężczyźni. To o nich miano zapomnieć. Na zawsze. Jednak niezbadane są wyroki Boskie. Pan Bóg posłużył się determinacją ludzi i zdobyczami genetyki aby przywrócić ich pamięć. Wśród nich jest ojciec męża naszej koleżanki Marty Mieszkowskiej.

Pan Mieszkowski brał zresztą udział zarówno w filmie jak i w naszym spotkaniu. Opowiadał jak przez 60 lat szukał grobu ojca i jakie miał trudności. Jednocześnie bardzo krytycznie wypowiedział się o mieszkańcach Warszawy, których nic nie pobudziło do poszukiwań i przywracania pamięci ( Profesor Szwagrzyk jest z Wrocławia).
We mnie spotkanie to wzbudził refleksję na temat jakie zadania stoją przed Polakami, Warszawiakami, historykami. Wszystko to jest mi bliskie bo sama kończyłam historię.
Niestety odbiorcami filmu były głównie nasze starsze koleżanki a myślę, że ważny byłby on również dla młodszych. Dlatego też serdecznie zapraszam na pierwszopiątkowe spotkania KZJ-u na Kabatach, bez względu na rocznik matury.
Iza Gomza