Ciastkarnia i przedszkole …w Nowym Sączu

Siostra Macieja, na naszą prośbę, opisała fantastyczną historię nowosądeckiej przyklasztornej cukierni. Zaczyna się tak:

Ciastkarnia i przedszkole to dwie zaistniałe nowości w klasztorze sądeckim. Nigdy nie było w tym domu przedszkola. Nigdy – jak istnieje Zgromadzenie – nie było ciastkarni w żadnym domu niepokalańskim.

Owszem, były kury, były prosiaki, były szklarnie – wszystko: zarobkowo ! Ale wypiekiem ciastek i ich sprzedażą niepokalanki nie trudniły się! Przerwała to s. Katarzyna, która przez wiele lat zabiegała o ziszczenie się natchnienia, które w sobie nosiła. Propozycja tyle razy odrzucana, w końcu doszła do skutku.

W roku 2009 została otwarta Jednostka Gospodarcza – Ciastkarnia „Biały Klasztor”, a w grudniu obecnego roku będziemy świętować 5-tą rocznicę tego dzieła. Więcej na:

http://www.niepokalanki.pl/index.php?op=teksty&pop=smacieja/03-001

 

Reklamy

Zaproszenie do kina

Organizuję wyjście 9.06 poniedziałek do Kina Wisła na film „Gdy budzą się demony” Robię rekrutację w 3 środowiskach więc mam nadzieję, że uda się zebrać minimum 20 osób żeby ten seans był specjalnie dla nas.
Planowana godzina rozpoczęcia: między 18.00 a 19.00 ( ustalimy w krótce) planowany koszt biletu: 10 zł . ( im nas więcej tym lepiej).
Zgłoszenia chętnych proszę przesyłać do mnie ( Iza Gomza) na adres mailowy: izabego@poczta.onet.pl do końca 5.06.2014 r. ( czwartek).
Pozdrawiam.
Iza Gomza

Pomóż dzieciom S. Danieli wyjechać na wakacje

Czas mawielkanoc danieli kolejne wakacje. Tym razem Siostra Daniela marzy o tym, żeby zabrać nad morze 20stkę dzieci. Będzie to nagroda za poprawę wyników w nauce, za dobre zachowanie, a czasem po prostu możliwość wyrwania dziecka choć na chwilę z koszmaru, w którym żyje.

Dlatego ogłaszamy Wielką Zbiórkę Funduszy na Wakacje dla dzieci Siostry Danieli. Każda wpłata na konto będzie cenna. Każde przekazanie tego apelu dalej będzie dobrodziejstwem. Proszę pomyślcie, kto z Waszych przyjaciół i znajomych może pomóc. Może macie zaprzyjaźnione firmy? Przekażcie im sprawę.

Pomoc tym dzieciom to ratowanie ich życia. Bo przecież nie chodzi o zwykły wyjazd na wakacje. Chodzi o pokazanie tym dzieciakom, że mają szansę należeć do lepszego świata i jak ten świat wygląda. Po tym co opowiadała Siostra Daniela, zapewniam Was, że nie zdajemy sobie sprawy jak koszmarne może być dzieciństwo, gdy brak jest opieki, troski, a bieda tak straszna, że brakuje prądu, gazu, wody i jedzenia….

Fundacja Edukacyjna imienia Siostry Wandy Garczyńskiej ( Fundacja Garczyńskiej), pl. Marceliny Darowskiej 1A, 58-305 Wałbrzych, tel. +48603669556, fundacja@niepokalanki.pl,

Konto fundacji: PKO B.P55102050950000500201522549

Na koniec przypomnę, że przy klasztorze Sióstr Niepokalanek w Wałbrzychu została utworzona świetlica o dumnej nazwie Kuźnia Talentów. Codziennie od 14 do 18 przychodzi tam (i to z własnej woli, a właściwie z wielką ochotą) około 30stki dzieci z okolicy, w wieku od 3 do 14 lat, i chłopaki i dziewczyny. Świetlica działa 3ci rok i już widać w niektórych dzieciach zmiany. Te starsze zaczęły się lepiej uczyć, zaczęło im na czymś zależeć i zaczęły mieć nadzieję, że mogą żyć lepiej. Te młodsze zaczęły się po prostu uśmiechać!

W ciągu roku szkolnego odbywa się w świetlicy mozolna praca z dziećmi: odrabianie lekcji, indywidualne zajęcia terapeutyczne, przygotowywanie do przedszkola. Po za tym oczywiści dzieci są tam codziennie karmione. Mają swoje szczoteczki do zębów, mają miejsce do zabawy. Ale z tego co mówiła Siostra Daniela, największe przełomy następują w dzieciakach po wspólnych wyjazdach, czy to na ferie czy wakacje.

Udało się już zorganizować 2 takie wyjazdy (poprzednie wakacje dla 9tki dzieci nad morzem i tegoroczne ferie dla 13stki dzieci w Warszawie).A wszystko dzięki to za sprawą finansowania przez Szlachetnych Darczyńców. Pomóżcie proszę i tym razem.

Beata Rudnicka

(matura Szymanów 1986)

Relacja z majowego wyjścia z warszawskim KZJ-otem

Kochane,

Za nami kolejne już, majowe, „ wyjście z KZJ-em”. Tym razem frekwencja dopisała. Nie wiem czy to za sprawą ciastek i kawy czy filmu, dość że w salce w Kościele św. Krzyża zebrało się nas 21 osób w różnym wieku, choć nadal dominowały seniorki. Swoją obecnością zaszczyciła nas sama Basia Ciszewska.

Całą przyjemność z tego wydarzenia zawdzięczamy Beacie Śmigierze, która nie tylko postarała się o kopię filmuCristiada” z licencją do publicznego wyświetlania, ale też o salkę w Kościele św. Krzyża a także o ciasta. Do ciast znalazła chętnych, którzy chcieli je specjalnie na tę okazję upiec. Wyrażamy wszystkim naszą głęboką wdzięczność. Ciasta były naprawdę wyśmienite: sernik wzbogacony wiórkami kokosowymi i murzynek. Nasza wdzięczność należy się też wszystkim, którzy przynieśli: kawę, herbatę, mleko i cukier do napojów a także wszystkim, które wraz z Beatą przygotowywały i sprzątały po wydarzeniu.

Jak zorientowałam się z opinii po seansie, film” Cristiada” zrobił na nas ogromne wrażenie. Jest to historia prawdziwa, która rozgrywała się na początku XX wieku w Meksyku, rządzonym przez masona. Wtedy to wybuchły prześladowania chrześcijan, które spotkały się z oporem licznej grupy wierzących zwanych cristeros. Historie różnych osób stanowią znakomitą kanwę filmową. Jest niesamowite zdać sobie sprawę z tego że to nie jest wymyślona historia, że wydarzenia te działy się naprawdę w niedalekiej przecież przeszłości. Nasuwa to refleksję, że prześladowania nie dotyczyły i nie dotyczą tylko czasów starożytnych ale dzieją się również współcześnie i dylematy przedstawione w filmie mogą być także naszym udziałem i powinniśmy być na nie przygotowani.

Mamy plany na czerwcowe „ wyjście” – szczegóły już wkrótce. Tym razem myślimy o filmie „ Powstanie Warszawskie”.

Apel Prezeski KZJ- Maluki Wiercińskiej- Ludzie wolności a wśród nich wychowanka szymanowska

cc by BY

cc by BY

Wspólnie z czytelnikami „Gazety Wyborczej” i widzami TVN wybierzmy najważniejszych ludzi ostatnich 25 lat, którzy zmienili naszą Polskę. Głosujmy na naszą koleżankę szymanowską – Siostrę Małgorzatę Chmielewską, która robi wiele dobrego dla słabych, chorych i bezdomnych.  Szczegóły znajdziesz tutaj:

http://wyborcza.pl/1,137504,15927146,25_Ludzi_Wolnosci.html

Siostra Małgorzata Chmielewska – siostra zakonna, przełożona wspólnoty Chleb Życia. Przed wstąpieniem do wspólnoty pracowała jako katechetka z dziećmi niewidomymi oraz organizowała pomoc dla pensjonariuszek warszawskiego więzienia przy ul. Rakowieckiej. Pomaga ludziom żyjącym na marginesie społeczeństwa: prowadzi kilka noclegowni, domów dla bezdomnych, dla chorych oraz dla samotnych matek. Utworzyła stypendium naukowe dla dzieci z rodzin o złej sytuacji materialnej. Jest pomysłodawczynią manufaktur zatrudniających osoby zagrożone wykluczeniem społecznym. Cytat z uzasadnienia: „Założyła fundację Domy Wspólnoty ‚Chleb Życia’, która pomaga ludziom zagrożonym wykluczeniem. Daje nadzieję tym, którym się nie wiedzie, bezradnym, odrzuconym, którym przepisy polskiego prawa nie pozwalają pomóc. Potrafi załatwić sprawy, których ‚nie da się załatwić'”.

Wspomnienia z pobytu u Niepokalanek- Prezeska KZJ, Maluki Wiercińska

Pamiętam małą dziewczynkę, miała warkoczyki, była drobna. Była daleko od Rodziców. Jej buzia często była smutna. Radość w nią wstępowała, gdy dostała list z domu lub zbliżał się czas wyjazdów na wakacje. Nie buntowała się jednak, wiedziała, że musi być w internacie. Podświadomie czerpała z tego pobytu i oddalenia wszystko, co najlepsze.

Miejsce wśród gór, nad rzeką Kamienicą, Biały Klasztor, siostry i koleżanki, długie korytarze, klasy, refektarz a także kaplica oraz ogród i szkoła przy ulicy Jagiellońskiej, to był jej świat w latach 1959-1963.

Gdy czuła się samotna, często siadała wieczorem na stopniu przy drewnianej balustradzie na chórze w kaplicy.

Wokół, powoli zapadała klasztorna cisza, przerywana dźwiękami małych dzwoneczków. Siostry i uczennice po swoim pracowitym dniu, dziękując za dzień i prosząc o dobrą noc, zmierzały do swoich sypialni.

A ona, ta mała dziewczynka, w koszuli nocnej, coraz bardziej zmarznięta, wtulała swoją twarz pomiędzy kolumienki balustrady, ogarniając wzrokiem przestrzeń, która była na dole.

Wśród zapachów kadzidła, które snuły się jeszcze długo po nabożeństwie, patrzyła w BIAŁĄ POSTAĆ stojącą na cokole nad ołtarzem. To była Matka Boska – Jej opiekunka. Przyciągała swoim spokojem, uśmiechem, otwartymi rękoma, które chciały ją, tę dziewczynkę, przytulić. Nie bała się węża, który leżał u Jej stóp. Wiedziała, że ta dobra Matka zwalczyła zło a więc dziewczynka ufnie dzieliła się swymi smutkami, obawami, niepowodzeniami, licząc na Jej pomoc. Czasami cicho płakała. Przekazywała Matce wszystkie ciężary, które nosiła w sercu, ale również radości, bo te, przecież w tym dziecinnym świecie także były.

Dziękowała i prosiła, tak jak siostry uczyły. Przepraszała i jeszcze raz dziękowała i jeszcze raz prosiła. To była jej codzienna modlitwa do Tej, co stała na cokole.

Siedząc na chórze, czuła, że jest blisko Matki, na tej samej wysokości, na wyciągnięcie ręki a więc jej modlitwy, tak sądziła, szybciej docierały tam, dokąd były kierowane.

Łzy powoli przestawały lecieć a policzki osuszały się, wstępowała w nią nadzieja i siła, którą dawała jej BIAŁA POSTAĆ z cokołu.

Dziewczynka nie znała historii Zgromadzenia, życia jego Założycielki bł. Marceliny Darowskiej, historii Białego Klasztoru czy posągu znajdującego się w kaplicy, ale czuła, że to jest jej ukochane miejsce, tak jakby znała słowa Matki Marceliny „ Kochajcie i czcijcie duszą i sercem, słowy i czynami Niepokalaną Matkę naszą Maryję. Garnijcie się do Niej w uciskach i trudnościach a Ona was wspomoże” i tak już zostało.

W maju 1960 roku przyjęła w kaplicy Białego Klasztoru swą Pierwszą Komunię Świętą. To było wielkie przeżycie, radość i zobowiązanie na całe życie.

Jako już dorosła osoba wracała do Białego Klasztoru, przed posąg Białej Pani, dziękując za pobyt tutaj, za siostry, które nią się opiekowały i za wszelkie dobro, które ją tutaj spotkało? Doceniła po latach ich wysiłek, by stała się tą osobą, którą jest w tej chwili.

Biały Klasztor jak i Szymanów stał się jej Domem, Pani Jazłowiecka jej Matką a rodzina niepokalańska jej Rodziną!

Tak, tak Szymanów został świadomie przez nią wybrany, jako miejsce dalszej edukacji i to na cztery lata, mimo, że był daleko od domu rodzinnego. Pani Jazłowiecka, w czasie jej pobytu w liceum, patrzyła na uczennice w „starej” kaplicy otoczona aniołami. BIAŁA POSTAĆ w aureoli tych niebiańskich stworzeń była nam bliska, wesoła i kolorowa. Myślę, że przez nas wszystkie została zaakceptowana, przecież nie znałyśmy innej. Szłyśmy do Niej na ranny pacierz, po południu na nabożeństwo i niedzielną mszę św., ale także, gdy dzień minął, schodziłyśmy już w szlafrokach, na wieczorną rozmowę z naszą dostojną, ale i bardzo bliską Matką. Gdzieniegdzie przysiadła siostra z brewiarzem w ręku, a my obok, cichutko, składałyśmy Pani Jazłowieckiej sprawozdanie z tego, co zrobiłyśmy złego lub dobrego w ciągu dnia? W zamyśleniu łączyłyśmy się z domem, rodziną i najbliższymi. Przedstawiałyśmy nasze prośby, plany i marzenia.

Ta mała dziewczynka, a może już panna, bo już nie taka mała, była świadomą tego, nad czym powinna pracować, ofiarowywała swe kolejne próby bycia lepszą w stosunku do sióstr i koleżanek. Zdawała Matce relacje z wyników w szkole i prosiła o pomoc i opiekę.

Posąg stojący w szymanowskiej kaplicy, ten oryginalny, dłuta Oskara Sosnowskiego to ta sama postać Matki Boskiej, która przyciągała do siebie i w Sączu, z tym samym uśmiechem i ciepłem a jednak różniąca się odrobinę. Szymanowska Matka ma ręce skrzyżowane. Jej piękno i skromność dawało nam poczucie spokoju.

Czy wzięłam to, co najlepsze z tej postaci? Opuszczając szkolne mury, już po maturze, otrzymałyśmy od sióstr na naszą nową drogę czarnobiałe, małe zdjęcie Tej, która nas dotąd otaczała opieką i nadal miała nas prowadzić.

Był jednak czas, w którym zapomniałam o Niej, byłam daleko, zajęta studiami, pracą potem stworzonym domem rodzinnym, dziećmi, mniejszymi lub większymi kłopotami. Zdjęcie przy kolejnych przeprowadzkach gdzieś się zawieruszyło.

Ale Ona była w moim życiu, nie opuściła mnie. Gdy zaczęły działać Koła KZJ-u, przychodziłam na spotkania, nie tylko dla towarzystwa i pogaduszek. Przychodziłam, bo siostra Irena opowiadała o Sączu, o Szymanowie, dawała książki, dzięki którym poznałam życie Matki Marceliny, historię powstania Zgromadzenia i historię posągu Pani Jazłowieckiej, który przetrwał zawieruchy wojenne, który został przywieziony ze Wschodu by mieć w opiece siostry i nas, uczennice. Wspólnie przygotowywałyśmy się do wielkiej uroczystości w Rzymie, w czasie, której Ojciec św. Jan Paweł II ogłosił założycielkę Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek, Błogosławioną.

Radość i duma rozpierała nas, ale także czułyśmy, że ten fakt zobowiązuje nas do szerzenia wiedzy o błogosławionej Matce Marcelinie i Zgromadzeniu czy szymanowskim Sanktuarium Pani Jazłowieckiej. Czy to robimy?

Ile osób, sióstr, uczennic, dawnych uczennic oraz pielgrzymów oddaje się z ufnością w Pani Jazłowieckiej opiekę? Jaki ciężar modlitw, próśb skierowanych do Niej albo przez Nią do Najwyższego, ta BIAŁA POSTAĆ musi dźwigać?

Ile osób doświadczyło Jej pomocy?

Zapewne wiele.

Garniemy się pod Jej opiekę, gdy przyjeżdżamy na zjazdy klasowe, na uroczystości do domów niepokalańskich, bo wierzymy, że Ona jest przy nas, czuwa i pomaga.

Mała dziewczynka, która jest dorosłą kobietą, matką i babusią czworga wnucząt, cały czas czuje się uczennicą związaną na zawsze z BIAŁĄ POSTACIĄ i dziękuje, że stało się tak, że kiedyś trafiła do Sącza, potem do Szymanowa a teraz może stawać przed posągiem Pani Jazłowieckiej i dziękować, bo ma, za co.

Maluki Kwilecka Wiercińska

 

 

25-lecie pobytu Niepokalanek na Watykanie

watykanPrzybyłyśmy  do Rzymu na Watykan za staraniem trzech nieżyjących już – zacnych osób: Siostry Sebastiany Sercanki, dawnej wychowanki jarosławskiej, Ojca Klemensa Śliwińskiego- Franciszkanina z Niepokalanowa i ówczesnej Przełożonej Generalnej naszego Zgromadzenia – Matki Anuncjaty. Ten kolejny dom powstały podczas jej kadencji po Słonimiu, Mikulińcach… został otwarty 23 lutego 1989 roku.

Dziwne był jego narodziny. O. Klemens nie chcąc, by go posądzano, że Polak sprowadza Polki, znalazł jakieś Zgromadzenie na Sardynii. Trzy siostry z tego Zgromadzenia były przygotowane do wyjazdu kiedy ich biskup dowiedziawszy się o tym powiedział: „skoro siostry nie mają pracy to ja im mogę dać”. Wtedy O. Klemens zwrócił się do Sióstr z północy Włoch – były chętne, ale jak się dowiedziały jakie obowiązki maja przejąć, stwierdziły, że to za dużo pracy. Odmówiły. Potem rozmawiał Ojciec ze Zgromadzeniem polskim, mającym już placówki we Włoszech – te jednak stwierdziły, że mieszkanie przeznaczone dla ich sióstr jest za ciasne. Też odmówiły.

Kiedy po dłuższych pertraktacjach z naszą ówczesną Radą Generalną (przecież nigdzie poza granice kraju nie wyjeżdżałyśmy) wyjechałyśmy z Matką Anuncjatą na oględziny przyszłej placówki zobaczyłyśmy obszerne mieszkanie, a i praca nie wydawała nam się zbyt duża. Umowę podpisali: Matka Anuncjata i Ojciec Klemens Śliwiński nie przypadkowo w sam dzień urodzin i imienin Matki Marceliny – 16 stycznia 1989 roku.

Nie przypadkowo, bo Matka Marcelina już w 1884 roku pisała:

„ Myśl Ojca św. Piusa IX, abyśmy miały dom w Rzymie, przedstawiający Zgromadzenie Stolicy Apostolskiej, nie ma wygasać w pamięci naszej… ma się składać z kilku sióstr tylko lub kilkunastu…”

A w 1904 dopisała:

„ … byłam wciąż pod niezwykłym działaniem Bożym. Ono wlało w moją duszę wielką siłę i poczucie wymagania Bożego z myśli Bożej nad Zgromadzeniem, aby ono dom miało  w Rzymie. Po ludzku nie widziałam podobieństwa do tego ani siły, ale czułam, że należy czekać bez czynu, jakoby biernie, a okoliczności same sprowadzą na drogę działania w swoim czasie oraz wysnują pasmo pomyślnych następstw dla Zgromadzenia wedle myśli Bożej …”

Tymi okolicznościami, które ostatecznie zadecydowały o podjęciu się pracy na Watykanie był dopiero co rozpoczęty proces beatyfikacyjny Matki Marceliny i do pomyślnego zakończenia go niewątpliwie przyczynił się nasz pobyt w Rzymie.

Zaledwie minął miesiąc od podpisania umowy jak stanęłyśmy na Watykanie. Zostałyśmy przyjęte bardzo życzliwie nie tylko przez samych Ojców Franciszkanów, ale całe otoczenie: policjanci (vigilanti), portier, mieszkańcy Palazzo del Tribunale – wiedzieli, że Ojcowie szukają sióstr do pomocy i razem z nimi nas oczekiwali. Powiedzieli nam o tym jak już trochę nauczyłyśmy się włoskiego.

Od tej pory minęło 25 lat – aż się nie chce wierzyć… wtedy właśnie spełniły się słowa Matki Marceliny, żeby „czasu tego nie przyspieszać!”.

A zaczęło się od  poświęcenie domu i kaplicy zaraz  na początku kwietnia 1989 roku. Pierwszą Mszę św. Odprawił Ojciec Klemens Śliwiński w dniu  ZWIASTOWANIA NMP, które wypadło zaraz po Wielkanocy – 3 kwietnia. Dwa lata później  ks. Prałat Marian Rola – rektor Kolegium Polskiego przekazał do naszej kaplicy w depozyt figurę Matki Bożej Jazłowieckiej: wysokość – 95cm, waga – 17kg. Liczymy, że o tym depozycie Kolegium Polskie już zapomniało.

W naszej kaplicy modlił się:

30.05.1991 r.   JAN PAWEŁ II

18.07.1989 r.   Josef Ratzinger –  kardynał

 24.06.2006 r.   BENEDYKT  XVI

Oraz wielu kardynałów, biskupów, kapłanów, sióstr zakonnych i wielu przyjaciół Zgromadzenia.

Mija 25 lat – warto spojrzeć wstecz i zapytać: co się przez czas ten wydarzyło?

W samym centrum chrześcijaństwa przeżyłyśmy czasy świetności Jana Pawła II, Jego śmierć, Jego beatyfikację, a niedługo – kanonizację. Przeżyłyśmy wybór i ośmioletni pontyfikat Benedykta XVI, oraz jego uzasadnioną i bardzo precyzyjnie zaplanowana abdykację. I wreszcie nowy, jakże ekspresyjny początek pontyfikatu Ojca św. Franciszka.      

Najważniejszym wydarzeniem w historii Zgromadzenia była

BEATYFIKACJA MATKI MARCELINY. 

W związku z tym Matka Anuncjata często przyjeżdżała do Kongregacji, by posuwać do przodu prace procesowe. Rozmawiała Matka przede wszystkim z Prefektem Kongregacji do spraw Świętych –  ks. Arcybiskupem Edwardem Nowakiem, ale też z ks. Bolesławem Krawczykiem. Bywała tu na dłużej lub krócej s. Janina, która razem z O. Michałem Machejkiem żmudnie pracowała nad  POZYCJĄ. Uwieńczeniem tych zabiegów stała się pamiętna data:  6 października 1996 roku.

 Zjechały się na ten dzień siostry, dawne wychowanki i uczennice z naszych szkół. Plac zapełnił się  w dużej części białymi habitami i mundurkami dziewcząt.

Beatyfikacji dokonał Ojciec św. Jan Paweł II, który powiedział:

„ W dniu dzisiejszym Kościół raduje się z wyniesienia na ołtarze błogosławionej Marceliny Darowskiej. Całe Zycie błogosławionej Marceliny Darowskiej było nieustannym trwaniem w Bogu poprzez modlitwę i wierne naśladowanie Jezusa Chrystusa, który do końca umiłował człowieka…”

 

Watykan wiedział kim jest nowa beatyfikowana. Przez pierwsze 7 lat naszego tu pobytu nie tylko składałyśmy zarobione pieniądze na opłacenie procesu beatyfikacyjnego, ale mówiłyśmy o naszej Założycielce przede wszystkim duchowieństwu, z którym miałyśmy szerokie kontakty, oraz pracownikom świeckim. Znany był też Watykanowi  relator naszej sprawy – O. Michał Machejek i postulator ks. Bolesław Krawczyk, który był wówczas ceremoniarzem papieskim.

Wszyscy też wiedzieli, że wielkim przyjacielem Zgromadzenia jest, mieszkający obok nas   ks. Kardynał Andrzej Deskur. On też nie mało przyczynił się do zakończenia procesu beatyfikacyjnego Matki Marceliny.

Pozwolę sobie tu umieścić najważniejsze daty związane z procesem beatyfikacyjnym Matki Marceliny:

17.09.1991  –  Przekazanie POZYCJI  do  Kongregacji

Wrzesień 1991 – Przekazanie Pozycji Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II

15.12.1994  –  DEKRET  HEROICZNOŚCI  CNÓT   Tego dnia Matka Anuncjata miała przemowę w Radio Watykańskim

1.03.1996   –  SESJA TEOLOGÓW  w sprawie cudu wypadła  POZYTYWNIE

7.05.1996   –  SESJA  KARDYNAŁÓW w sprawie cudu wypadła  POZYTYWNIE

Ks. Prałat Stanisław Dziwisz napisał wtedy:

„ …Życzę Wam błogosławieństwa Bożego w staraniach o wyniesienie do  Chwały ołtarzy Sł. B. Matki Założycielki Marceliny Darowskiej…”

25.06.1996 – OGŁOSZENIE  DEKRETU  O  CUDZIE  i  wyznaczenie przez Ojca św.

Daty beatyfikacji:  6 października 1996 roku!

& & &

 1 października 2004 roku Matka Nina przekazała Ojcu św. Janowi Pawłowi I tom książki „Poszłam siać do Polski i wzeszło” ukazującej pracę Zgromadzenia, dzieło bł. Matki Marceliny.

8 grudnia tegoż roku nadszedł z Watykanu list gratulacyjny  z błogosławieństwem Ojca św. Jana Pawła II  na zbliżające się 150-lecie istnienia Zgromadzenia

& & &

 Jednym z  najważniejszych wydarzeń rzymskich było odnalezienie grobu Matki Józefy Karskiej:

2 listopada 1999 r.  –  odnalezienie tablicy epitafijnej z napisem:

HIC RESURRECTURA….

12 IX 1999 r. – odnalezienie krypty gdzie została pochowana Matka Józefa od 1860 r.

 16.05.200 r.   –   w niecały rok później nastąpiła ekshumacja w dniu oraz

 24.05.200 r.   –  przewiezienie do Polski

 26.05.2000 r.  –  powtórny pogrzeb odbył się w Szymanowie

W kościele Klaudiusza umieściłyśmy tabliczkę mosiężną z napisem:

HIC RESURRECTURA QUIEVIT ANNIS 1860 – 2000

SERVA DEI MARIA JOSEPHA KARSKA

COBGREGATIONIS

SORORUM IMMACULATAE CONCEPTIONIS BVM

FUNDATRIX

NATA POLONIAE  7  IV 1923  –  OBIIT  11 X 1860

OSSA ANNO 2000 IN SZYMANOW – POLONIAE TRANLATA SUNT

Sprawdziłyśmy w Kongregacji numer sprawy beatyfikacyjnej Matki Józefy – 580.

 & & &

 Jeszcze jedno wydarzenie z ostatnich lat to sprawa  grobu Oskara Sosnowskiego. W roku 2008 został zdewastowany – wykradziono płaskorzeźbę  aniołka własnoręcznie wyrzeźbionego.

Po paroletnich staraniach udało się grób naprawić i wstawić fotografię obrazu ….. oraz podpis: OSKAR TOMASZ SOSNOWSKI.. Uroczystość poświęcenia odnowionej płyty grobowej odbyła się 27 listopada 2013 r. w dwusetną rocznicę jego urodzin.

Ważnym wydarzeniem tego domu     była pierwsza grupa naszych uczennic z  Szymanowa wraz z dyrektorką  s. Wawrzyną i wychowawczynią s. Niną dnia 2.06.1992 roku.

Ks. Kard. Andrzej Deskur odprawił dla nich Mszę św.  w ogrodach watykańskich przed Gotą z Lourdes. Potem wiele naszych uczennic nawiedziło ten dom, ale ta grupa była pierwsza.

Ile sióstr przewinęło się przez ten dom w ciągu 25 lat?

Raczej trzeba zapytać – ile ich na Watykanie nie było!

 & & &

 W dniu 23.02.2014 roku obchodziłyśmy nasze 25-lecie na Watykanie w gronie ojców Franciszkanów. Rano Mszę św.  Dziękczynną  odprawił O. Ryszard Parol. Uczciłyśmy ten dzień uroczystym obiadem. W refektarzu ojców, na który zaprosiłyśmy naszego sąsiada Francuza – kardynała Jean Louis Tauran. Wpisał się do naszej pamiątkowej księgi po włosku:

Całym sercem łączę się z tym JUBILEUSZEM.

„Naśladujcie Boga, jako synowie umiłowani postępujcie w miłości

za przykładem Chrystusa, który was umiłował”

Z błogosławieństwem   Jean Louis Tauran

Dziękując Bogu za te minione 25 lat najserdeczniej pozdrawiam z samego środka Watykanu.

Z pamięcią modlitewną u grobu św. Piotra.

s. Macieja od Niepokalanego Poczęcia NMP