Podziękowania i życzenia od Siostry Danieli

Wałbrzych 18.XII 2014 r.

Kochani i Bardzo Drodzy nasi Przyjaciele i Dobroczyńcy

Z potrzeby serca odzywam się do Was Wszystkich by wyrazić swoją wdzięczność i radość z dzieła, które Pan Bóg wkłada nam w ręce. Piszę o Fundacji Edukacyjnej im.s.Wandy Garczyńskiej, która ponad dwa lata działa w Wałbrzych

Dzieci przychodzących do świetlicy przybywa, przyprowadzają swoich kolegów i koleżanki  i przychodzą. Czasem się zastanawiam, po co tak naprawdę przychodzą? Odpowiedzi na to pytanie można dać różne: po opiekę, po pomoc, po nadzieję, bo nie wiedzą co ze sobą zrobić albo też po jedzenie. Zwyczajnie.

Staramy się na te wszystkie potrzeby odpowiadać w miarę naszych możliwości. A one, dzięki Wam są niemałe. Łatwo być dobrym, jak się dostaje tyle różnych rzeczy. A dostajemy od Was naprawdę, prawie wszystko.

  • Dostajemy pieniądze, to bardzo ważne bo daje możliwość płynnego funkcjonowania.
  • Dostajemy odzież, buty, zabawki, gry, książki.
  • Czasem farbę lub inne materiały budowlane.
  • Dostajemy coraz częściej żywność. Przed tymi świętami znów bardzo dużo – mamy się czym dzielić.
  • Coraz częściej robicie nam zakupy w internetowyj Tesco, co sprawia, że dzieci jedzą dużo dobrych rzeczy. Nie byłoby nas stać na nie. Dzieci to widzą i doceniają.
  • Dziś dostałyśmy chyba z 50 pączków, już sobie wyobrażam, jaka będzie radość.

Staramy się, żeby dzieci wiedziały, co dostajemy i wiedziały, że to prezent od kogoś konkretnego. Staramy się, żeby te dary dla dzieci nie były anonimowe dlatego mówimy: to od p.Magdy a to od p.Beaty a coś innego od p.Agnieszki, Joanny itd. Dzięki tej ofiarności dzieci mają lekcje gry w bilard, które bardzo lubią.

Czy to wystarczy? Nie wiem. Mam nadzieję, że pokazanie dzieciom, że są ważne, że się o nich myśli, planuje, interesuje będzie (jest) kapitałem na przyszłość. Już w to uwierzyły dlatego nie mogły zrozumieć, jak to, p.Beata była u nas i się z nami nie spotkała? Nie pomogły tłumaczenia, że to była niedziela, że praca itd. One uważały, że takie spotkanie im się zwyczajnie należy.

Nie wszystko nam się udaje. Czasem w pracy z dziećmi mamy porażki, czasem jakieś dziecko odchodzi od nas bo nie chce podjąć wymagań, jakie się stawia w świetlicy. Mamy kilkoro dzieci, które przychodziły kiedyś a teraz odzywają się do nas sporadycznie albo i nie odzywają się wcale. To nasze porażki ale nie zamykamy się na te dzieci, zawsze mogą wrócić.

Dziś w świetlicy będziemy ubierać choinkę, przygotowywać się do świąt. Dlatego właśnie dziś odzywamy się do Was, którzy nas wspieracie i jesteście naszym zapleczem i gwarancją bezpieczeństwa.

Święta Bożego Narodzenia to czas dostrzegania obecności drugiego człowieka, czas dzielenia się dobrem: w minionych dniach miałyśmy tego namacalne przykłady przez udział w projekcie Awestome, (bardzo dziękujemy za wszystkie głosy), akcji Mikołajkowo warszawskich studentów, do której też włączają się studenci z Wrocławia i Wałbrzycha.

To wszystko jest ogromnym kapitałem dobra, życzliwości, ofiarności, czasem jeszcze innych wartości, które się budzą w ludziach. (Dla Ciebie: Pod wpływem  filmu Awestome ktoś sobie przypomniał o rodzinie, której dano nie widział – dwie dziewczynki, które wypowiadały się kim chcą być w życiu zwróciły uwagę cioci, siostry zmarłego ojca, która sobie o nich przypomniała i już następnego dnia przyszły do świetlicy w nowych ubraniach). Nie wszystkie okruchy dobra do nas docierają ale wiem, że są i to cieszy najbardziej.

Na zbliżające się święta życzymy Wam Wszystkim wielu Bożych łask. Niech Jezus rodząc się w Stajence po raz kolejny przyniesie na ten świat wiele dobra, które będzie się rozlewało na wszystkich ludzi, tak aby nikt nie czuł się samotny, niekochany, nieudany.

O Wszystkich pamiętamy szczególnie podczas Mszy świętej, każdego 21 dnia miesiąca a teraz szczególnie przy Żłóbku i na Pasterce.

Łamiąc opłatek obejmujemy tymi życzeniami wszystkich, z którymi dane było nam się zetknąć

s.M.Daniela

 

Reklamy

Kolejne wiadomości o tym co u Sióstr Niepokalanek- od Siostry Janiny

Zgromadjaninazenie Sióstr Niepokalanek wraz z całym Kościołem 30 listopada br. rozpoczęło Rok Życia Konsekrowanego, ogłoszony przez Ojca Świętego Franciszka. Jest to dla nas niezwykle radosny i ważny czas,  jak pisze papież i o czym wspomina Matka Wawrzyna w liście pisanym do naszych „Dzieci” z okazji świąt Bożego Narodzenia: wokół każdej rodziny zakonnej (…) jest bowiem obecna pewna większa rodzina „rodzina charyzmatyczna”, która obejmuje kilka instytutów, które żyją tym samym charyzmatem, a zwłaszcza chrześcijan świeckich, którzy czują się powołani, właśnie w ich stanie świeckim, do udziału w tej rzeczywistości charyzmatycznej. Niech więc ten rok będzie szczególnym czasem nie tylko dla sióstr, ale dla całej Rodziny Niepokalańskiej.

Siostry z Wrzosowa i z Kabat Rok Życia Konsekrowanego rozpoczęły w Warszawie, w kościele pw. Ofiarowania pańskiego. Eucharystii przewodniczył ks. Kard. Kazimierz Nycz. W koncelebrze brało udział ok. 100 kapłanów, zaś świątynia zgromadziła ponad tysiąc osób konsekrowanych.

Pierwsze ważne wydarzenie w tym Roku Życia Konsekrowanego to rekolekcje w Szymanowie dla sióstr, w czasie których 7 grudnia s. Loyola ponowiła swoje śluby, zaś welonik postulancki otrzymała Ela Droń.  W uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP do Zgromadzenia dołączyły dwie profeski  s.Sylwia  od  Niepokalanego Poczęcia   i  s. Paula  od Serca Maryi,  które  złożyły  śluby wieczyste. Tego samego dnia złoty jubileusz ślubów zakonnych świętowała s. Beniamina. Uroczystość odbyła się w Białej, gdzie dojechała Matka Wawrzyna wraz z s. Katarzyną, s. Rut i s. Zuzanną.

Ponieważ święta za pasem, już zaczynają się spotkania opłatkowe i wigilijne. 13 grudnia do Szymanowa zawitali ułani i Rodzina Jazłowiecka oraz najmłodsze absolwentki liceum. Następnego dnia Matka Wawrzyna wraz z siostrami: s. Janiną, s. Benedyktą, s. Martą i s. Izą uczestniczyły w spotkaniu dawnych Wychowanek w Warszawie na Kabatach.

Dnia  17  grudnia   w Szymanowie  odbył się  Koncert  „Mazowsze  w Koronie”  na  który przyszło  dużo  ludzi  =  kaplica  była  wypełniona.

 

 

Siostra Ida – wspomnienie w trzech odsłonach.

Praca na konkurs W łączności do Wieczności.

Autorka: ANNA KRZYŻANOWSKA

Scena pierwsza

Pierwsza klasa liceum, którego uczennicą zostałam w 1980 roku, kontynuowałam naukę drugiego języka obcego – angielskiego (dla młodszych czytelniczek przypomnienie, że pierwszym był rosyjski) – od pierwszych słówek i zwrotów.  Nie mówiłam jeszcze wówczas po angielsku biegle, ale uczyłam się tego języka od ósmego roku życia, wiec bodajże na trzeciej lekcji angielskiego poproszono mnie, żebym zorganizowała sobie ten czas poza klasą.  Mimo najszczerszych chęci mój poziom samodyscypliny okazał się mało doskonały a efekty samodzielnej nauki mizerne.  Pewnego dnia  po dzwonku pojawiła się przed klasą Siostra Ida i powiedziała, że na prośbę Siostry Dyrektorki będzie ze mną pracować nad angielskim, oczywiście jeżeli się zgodzę.  Zdębiałam! – i to chyba zbyt wcześnie, bo Siostra mówiła dalej  „Będę z Tobą pracować, ale szczerze powiedziawszy wolałabym spędzić ten czas w kaplicy.  Jeśli nie będziesz chciała pracować, wystarczy, że przyjdziesz na lekcję ze mną nieprzygotowana,  jeśli dasz mi do zrozumienia, że nie chcesz pracować  to ja znikam do kaplicy„.  Po kilku tygodniach pojawiłam się na lekcji nieprzygotowana.  Siostra Ida po pięciu minutach bez słowa wstała i poszła do kaplicy.  Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek potem pojawiła się nieprzygotowana…. .

P.S. Niedawno odkryłam, że ta metoda działa także na moje własne dzieci

Scena druga

przeminęłoDruga klasa.  Siostra Ida przyniosła na lekcję ze mną stare amerykańskie tygodniki ze zdjęciami z filmu „Przeminęło z wiatrem”. Były to czasy szarości w mediach, w których historie romantyczne, bez najmniejszej ilustracji jedynie, można było wygrzebać z  zakurzonych kątów Szymanowskiej biblioteki.  A w wieku lat 15tu apetyt na romanse pojawił się u mnie z wielka siłą.  Byłam zachwycona urodą aktorów, plenerów, sukien i kapeluszy, niemalże słyszałam muzykę z balu i w wyobraźni spoglądałem na rozległe pola amerykańskiego południa zza sławetnych aksamitnych zasłon w Tarze.

Siostra przyniosła również książkę, skrzętnie opakowaną z szary papier.  Nie mogłam się doczekać chwili w której zatopię się w jej stronach.  Siostra Ida powiedziała, że lepiej będzie nie zdejmować okładki, bo inaczej trudno mi będzie pracować nad tą lekturą podczas studium.  Oczywiście natychmiast po wyjściu Siostry zajrzałam co skrywa szary papier – na okładce było najbardziej pikantne z filmowych zdjęć.  Na myśl o tym jak miałabym wyjaśnić Siostrze Marcie, co to za lektura i dlaczego czytam ja na studium wybuchłam śmiechem.  I natychmiast skrupulatnie obłożyłam książkę z powrotem  w szary papier.  Niewątpliwie w czasach wszechobecnej, mocno nieromantycznej golizny, ani zdjęcia ani okładka nie zrobiłyby dzisiaj tak silnego wrażenia.  Ale czy wtedy przeczytałbym z wypiekami na twarzy „Przeminęło z wiatrem”?

 

Scena trzecia

Szybciej niż się ktokolwiek spodziewał nadszedł czas przygotowań do egzaminu maturalnego, który dla mnie ograniczył się tylko do historii, bo z obowiązkowych przedmiotów – języka polskiego i obcnego – miałam już ostateczne oceny.  Nasza Dyrektorka, Siostra Irma, jak w pierwszej klasie zatroskana perspektywa mojego „nic-nie-robienia”, zaproponowała mi zdawanie eksternistycznie matury z francuskiego.  Uczyłam się tego języka z niezapomnianą Siostrą Amatą, ale okazało się z Siostra Ida zna doskonale wymagania maturalne więc zgodziła się przygotować mnie do tego egzaminu.  Tak jak poprzednio mówiła do mnie wyłącznie po angielsku, to od tego dnia rozmawiałyśmy tylko po francusku.  W dniu egzaminu pojechałyśmy razem do Sochaczewa gdzie zebrała się komisja maturalna.

kapelusz 2Próbując podkreślić swą dorosłość założyłam prochowiec, buty na niewielkim obcasie, kapelusz i rękawiczki.  Szkoła w której odbywał się egzamin okazała się męskim technikum chemicznym i nasze wejście wzbudziło niemałe poruszenie.  Siostra Ida spojrzała na mnie i powiedziała „Nie garb się i nie próbuj się chować. To normalne, że w naszych siermiężnych czasach mężczyźni  oglądają się za elegancko ubraną kobietą.” A jak to zabrzmiało po francusku! Po raz pierwszy poczułam, że być kobietą to powód do dumy.  Podniosłam głowę wyżej…  Egzamin poszedł znakomicie a ja do dzisiaj lubię nosić kapelusze.  Do poważnych spotkań i egzaminów ubieram się starannie, a wspomnienie tamtego dnia nieodmiennie  działa jak zastrzyk energii i wiary w siebie.

 

Pobierz darmowy kurierek nr 8- czyli wiadomości z grudnia 2014

Klikając w ten link można pobrać Kurierek: Kurier KZJ nr8_ gudzien_2014r

Znajdziecie w nim:

  1. Życzenia od Matki Wawrzyny
  2. Życzenia od Prezeski KZJ
  3. Prośba o składanie poprawionych deklaracji do KZJ https://naszkzj.wordpress.com/2014/11/19/akcja-baza/
  4. Podsumowanie poół roku pracy nowego Zarządu KZJ https://naszkzj.wordpress.com/2014/12/16/pol-roku-zarzadu-podsumowanie/

5.    Zaproszenie na Rekolekcje 23-25 stycznia Szymanów, wraz z agendą wydarzenia https://naszkzj.wordpress.com/2014/11/03/rekolekcje-23-25-stycznia-szymanow/

  1. Zaproszenie na konkurs z nagrodami na wypominki ze szkoły czyli ‘W łączności do wieczności’ https://naszkzj.wordpress.com/2014/11/12/w-lacznosci-do-wiecznosci-czyli-konkurs-z-nagrodami-na-wspomnienia-ze-szkoly/
  2. Wiadomości z domów niepokalańskich https://naszkzj.wordpress.com/2014/11/07/wiadomosci-z-domow-niepokalanskich-od-siostry-janiny/

 

Pół roku Zarządu – podsumowanie

Z końcem grudnia upływa pół roku kadencji obecnego Zarządu, dlatego pozwalamy sobie podsumować ten czas pracy. Pierwszym i największym jak do tej pory dokonaniem było opracowanie i przyjęcie we wrześniu tego roku nowego Statutu Koleżeńskiego Zjednoczenia Jazłowieckiego, co jak wszyscy wiedzą, poprzedzone było długotrwałymi wcześniejszymi przygotowaniami i konsultacjami, w którym udział brały członkinie starego jak i późniejszego nowego Zarządu. Obecnie nowy Statut został złożony w Krajowym Rejestrze Sądowym, a po uzupełnieniu formalności (dosłaniu drugiego egzemplarza Statutu), czekamy na jego zatwierdzenie i aktualizację danych w KRS-sie przez Sąd, co nastąpi, mamy nadzieję, niebawem.

Kolejnym zadaniem, z którym mierzy się Zarząd jest zbieranie deklaracji członkowskich od członków i sympatyków Stowarzyszenia. Formularz deklaracji został już opracowany, rozesłany do kół i zamieszczony na stronie www.naszkzj.wordpress.com w zakładce „Dołącz”. Termin dostarczenia wypełnionych deklaracji ustalono na 15 grudnia, a więc pozostało już na to niewiele czasu. Konieczność ponownego zebrania deklaracji od obecnych członków wynika z kilku powodów:

  • po pierwsze – konieczności zebrania dokładnych i aktualnych danych o ilości członków KZJtu
  • po drugie – jest to wstęp do przygotowywanej elektronicznej bazy członków, która ma usprawnić komunikację między Zarządem i członkami, podejmowanie różnych działań oraz kontaktowanie członków między sobą zarówno w aspekcie terytorialnym, jak
    i tematycznym.

Aby taka baza mogła funkcjonować zgodnie z prawem, konieczne jest posiadanie pisemnej akceptacji członka, poprzedzonej odpowiednią formułą zgody na przetwarzanie danych osobowych.

Kolejną sprawą podjętą przez Zarząd jest próba uporządkowania finansów od strony formalnej. W tym celu w grudniu odbyto konsultacje prawno–finansowe w Stołecznym Centrum Współpracy Obywatelskiej. Wyniknęło z nich, że sporo jest jeszcze do zrobienia, czym Zarząd zajmie się jako jedną ze spraw pierwszej kolejności na początku 2015 roku.

Z inicjatywy jednej z członkiń Zarządu ( Ewy Dubackiej), ogłoszono w listopadzie konkurs wspominkowy „W łączności aż do wieczności”. W odpowiedzi na ogłoszenie spłynęło już do jury kilkanaście bardzo ciekawych wspomnień, wiemy, że kolejne są jeszcze opracowywane. Warto podkreślić, iż twórczynie konkursu, a także niektóre inne wychowanki zdecydowały się ufundować dla laureatów cenne nagrody. Systematycznie uczestniczono w zjazdach rocznicowych różnych klas w celu informowania o KZJ i nawiązania kontaktów z różnymi pokoleniami wychowanek.

W odpowiedzi na apel Sióstr zorganizowano akcję przygotowywania paczek świątecznych dla 9 rodzin z całej Polski, które znajdują się w trudnej sytuacji ekonomicznej. Przekazane przez s. Martę informacje o rodzinach zostały opracowane i zamieszczone na wspomnianej już stronie. Bardzo budujący był szybki i liczny odzew wychowanek oraz sympatyków KZJ-tu, za co serdecznie dziękujemy.

W okresie od lipca do grudnia zorganizowano 3 „wyjścia z KZJ-em”, w których uczestniczyło od 5 do 35 osób, głównie członkiń koła warszawskiego. Były to wyjścia na filmy „Powstanie Warszawskie” w kinie Luna i „Ziemia Maryi” w kinie Wisła oraz – po raz pierwszy – pokaz slajdów przygotowany przez p. Agnieszkę Bartosiak w salce akademickiej w Kościele św. Krzyża, pod tytułem „Syberia – śladami polskości”.

Rozpowszechniono również wśród członkiń koła warszawskiego informację o organizowanej przez Miasto Stołeczne Warszawę inicjatywie bezpłatnych kursów komputerowych dla seniorów. Dotarła do nas informacja, że wzięła w nich udział na pewno jedna wychowanka – Krysia Pietrzyk. Spodziewamy się jej relacji, którą przekażemy koleżankom.

Kolejną inicjatywą propagowaną za pośrednictwem facebooka i strony internetowej był bezpłatny program dla rodzinnych/nieformalnych opiekunów osób starszych. Skorzystała z niego Iza Gomza i Agnieszka Wyczółkowska. Również z tego przedsięwzięcia jest spodziewana relacja.

Bardzo ważnym osiągnięciem Zarządu i kochanej Beaty Rudnickiej jest, ukazujący się co miesiąc, „Kurierek”. Od lipca do grudnia wydano 6 numerów opisujących bieżące wydarzeniaw KZJ-cie i szeroko rozumianym środowisku niepokalańskim. Z odzewu z jakim spotkał się „Kurierek” wnosimy, że jest to publikacja trafiona. Z uwagi na jego bezpłatną dystrybucję, w której mają udział członkowie Zarządu, a także członkowie koła warszawskiego, wciąż poszukujemy sposobu finansowania wzrastającej liczby papierowych egzemplarzy. Z uwagi na generowane przy tym wysokie koszty dystrybucji zachęcamy do korzystania z wersji elektronicznej, zamieszczonej na stronie internetowej oraz do przekazywania własnoręcznie wydrukowanego „Kurierka” przez koleżanki „internetowe” – „nieinternetowym”.

W porozumieniu z kołem warszawskim ustalono, że w czasie pierwszopiątkowych Mszy św. na Kabatach, będziemy modlić się w intencjach, które są zamieszczane na naszej stronie internetowej w zakładce „Intencje.”  Z pozytywnym przyjęciem spotkała się inicjatywa akcji „Jedność siłą”, w ramach której codziennie o 12.00 lub 21.00 odmawiamy wszystkie – gdziekolwiek jesteśmy – „Pod Twoją obronę” w intencji wszystkich wychowanek i Sióstr.

Wyżej wymienione sprawy, były omawiane podczas pięciu spotkań Zarządu,
w czasie których ustalono podział pracy, przeprowadzono dyskusję bieżącymi sprawami, planowano działania, a także próbowano ustalić zasady współpracy z kołem warszawskim.

W najbliższym czasie Zarząd zamierza zająć się opracowaniem strategii działania na obecną kadencję, uporządkowaniem spraw formalno-finansowych i tworzeniem bazy członków.
O tym wszystkim będziemy jeszcze informowały.

OPŁATKI I OZDOBY Z OPŁATKA W TRADYCJI POLSKIEJ 

Barbara Ogrodowska

„ANIELSKIEGO CHLEBA KRUCHY”

 Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny

Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie

Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny

Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.

(Cyprian Kamil Norwid)

 Dzielenie chleba znak jedności i braterstwa

Zgodnie z obyczajem, każdego roku, w Polsce, w wieczór wigilijny, przed rozpoczęciem wieczerzy przełamujemy opłatek i dzielimy się nim, składając sobie życzenia, a także wspominając bliskich nam, drogich nieobecnych.

Natomiast wyznawcy Prawosławia zamieszkujący wschodnie rubieże Polski  przed wieczerzą dzielą się prosforą: poświęconą, przaśną bułeczką cerkiewną.

Te uroczyste rytuały nadają naszej wigilii niezwykły i niepowtarzalny, niemal  sakralny charakter.

Opłatek którym łamiemy się przy wigilijnym stole, zrobiony z tej samej materii co opłatki występujące w misteriach kościelnych jest bowiem osobliwym, delikatnym, cienko pieczonym chlebem przaśnym (nie solonym i nie kwaszonym, z mąki pszennej i wody).Zatem w polskiej tradycji świątecznej obchody domowe Bożego Narodzenia rozpoczyna gest symboliczny łamania i dzielenia chleba.

Chlebem zaś od najdawniejszych czasów dzielili się ludzie na znak jedności i braterstwa.

*

Geneza i historia

Nazwa opłatek, pochodząca z łac. oblatum – czyli to co ofiarowane, oznaczała początkowo chleb ofiarny, łamany i spożywany przez pierwszych chrześcijan podczas ich spotkań modlitewnych i wspólnego czuwania, odprawianych na pamiątkę obrzędów Wieczernika i pozostawionego im testamentu Chrystusa: To czyńcie na moją pamiątkę (Łk.22,19).

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa w obrzędach tych używano prażma –  ziaren wykruszonych z wybranych, najpiękniejszych, poświęconych kłosów pszenicznych, uprażonych na gorących kamieniach. Z czasem zastąpiły je  formowanych ręcznie płaskie chleby przaśne, pieczonych również na gorących kamieniach, lub żelaznych płytach, a później jeszcze cienkie płytki chlebowe, zaopatrzone we wręby ułatwiających ich łamanie i dzielenie.

Chleby, które nie zostały wykorzystane podczas obrzędu mszy świętej, nie konsekrowane, (a wiec nie ofiarne), zwane eulogiami wymieniali pomiędzy sobą biskupi, zakony i bractwa religijne. Rozdawano je także przychodzącym do kościołów wiernym, a zwłaszcza wdowom i osobom potrzebującym pomocy, aby w święto Bożego Narodzenia pożywali je na znak braterstwa i przynależności do chrześcijańskiej wspólnoty. Spożywanie chleba w kościele nazwane agapą – ucztą miłości (od grec. agape – miłość) w przeszłości było bardzo ważnym elementem życia religijnego chrześcijan.

Jeszcze za panowania Karola Wielkiego (742-814),chleb przaśny występował  więc zarówno w obrzędach Eucharystii, jak i wspomnianych ucztach miłości agapach. Dopiero w czasach tzw. „pokarolińskich”, a zwłaszcza po rozłamie w Kościele w 1054 r. do misteriów religijnych obrządku zachodniego, rzymskiego wprowadzono pieczywo specjalne, surogaty chlebów o nazwie łacińskiej nebulae- czyli mgiełka, zbliżone do znanych nam dzisiaj opłatków.

W średniowiecznej, katolickiej Europie wyrobem opłatków mszalnych zajmowały się klasztory. Słynął z nich zwłaszcza zakon benedyktynów w Cluny. Pieczono tam opłatki z zachowaniem uroczystego rytuału, mającego podkreślać sakralny charakter pieczywa. Na opłatki brano najwyborniejsze pszeniczne ziarna i mielono je w specjalnych, tylko do tego celu używanych, poświęconych młynkach. Pozyskanej mąki nie wolno było używać do innych wypieków. Święcono także formy żelazne do pieczenia opłatków -ferramenta oblatoria i odmawiano nad nimi stosowne modlitwy. Zakonnicy robiący opłatki przywdziewali szaty kościelne – białe alby, a podczas pracy modlili się i śpiewali pieśni pobożne.

Wyjątkowy przywilej pieczenia małej ilości opłatków, do swych prywatnych kaplic, posiadali niektórzy, znani z pobożności królowie europejscy, np. królowa francuska Radegunda, czy król czeski Wacław.(Seweryn 1955).

 Opłatki w tradycji polskiej

W Polsce wyrobem opłatków początkowo zajmowali się zakonnicy, wikariusze i inne „osoby kościelne”, ale już w XV w. piekli je również ludzi związani wprawdzie z Kościołem i gospodarstwem plebańskim, ale nie zawsze stanu duchownego: organiści, kościelni i ich przypadkowi pomocnicy.

Podobnie jak w innych krajach chrześcijańskiej Europy pieczono opłatki w ciężkich, prostokątnych szczypcach żelaznych z długim imadłem, w Polsce zwanych żelazami lub żelazkami. Na wewnętrznej stronie płytek żelaznej formy, kowale – żelazorytnicy wybijali puncą różne znaki, niekiedy według wzoru wyrysowanego wcześniej na papierze. Były to znane symbole religijne: wizerunek Chrystusa ukrzyżowanego, napisy IHS (skrót sentencji Jesus Habemus Socium – Jezusa mamy za towarzysza, lub w innej interpretacji Jesus Hominum Salwator – Jezus ludzi Zbawiciel), lub Agnus Dei – Baranek Boży, winne grona i kłosy pszeniczne.

Wzory te umieszczano we wklęsłych kołach – medalionach. Był to kształt późniejszych, wycinanych z opłatka hostii i komunikantów.

Na szczypcach wybijano także różne sceny związane z Bożym Narodzeniem: Dzieciątko Jezus w żłobku i adorujących Je Matkę Boską, św. Józefa, aniołów, pasterzy, a także wołu i osła, zwierzęta które według tradycji obecne były w szopie     betlejemskiej przy narodzeniu Chrystusa.

Niekiedy rytowano na nich inicjały proboszczów parafii i mistrzów kowalskich wykonujących matrycę, datę jej wykonania, sylwetki kościołów parafialnych, lub znanych polskich sanktuariów (najczęściej sanktuarium na Jasnej Górze w Częstochowie i w Kalwarii Zebrzydowskiej).

Najstarsze zachowane w Polsce okazy matryc do pieczenia opłatków, znajdujące się w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie, pochodzą z XVI i XVII w. Umieszczone na nich wzory o prostym, ale pełnym wyrazu, szlachetnym rysunku uchodzą dotychczas za arcydzieła żelazorytu ludowego.

*

Technologia pieczenia opłatków, od wieków ta sama i dość prosta wymagała jednak zawsze doświadczenia i zręczności,

Niegdyś klecha, organista lub kościelny wlewał do formy niewielką ilość rozczynu maki pszennej i wody, zamykał szczypce, wkładał je do żaru i po kilku minutach wyjmował gotowy, gorący opłatek, odcinając nożem, lub nożycami jego grube i niekształtne brzegi, powstałe w wypływającej z matrycy i zapieczonej na jej brzegach masy mącznej. Był to przysmak dzieci, które zawsze przyglądały się ciekawie pieczeniu opłatków i z niecierpliwością czekały na ich resztki wyglądem i smakiem przypominające kluski pszenne.

Szczegółowy opis wypieku opłatków świątecznych dla potrzeb pod łowickiej  parafii, a połowie XIX w. pozostawił Reymont:

 ..Organista rozdziany w koszuli tylko i z podwiniętymi rękawami, czerwony jak rak, siedział przed ogniem i piekł opłatki ..co chwila czerpał z michy rozrobione płynne ciasto, rozlewał je na żelazną formę, ściskał aż syczało i kładł nad ogniem, wspierając na cegle sztorcem ustawionej, przewracał formę, wyjmował opłatek i rzucał na niski stołek, przed którym siedział mały chłopak i obcinał nożyczkami do równa.

Hanka pozdrowiła wszystkich, a organiścinę pocałowała w rękę (…), rozglądając się po stancji i zazierając ukradkiem do drugiego pokoju, gdzie wprost drzwi, na długim stole pod ścianą, bieliły się stosy opłatków przyciśnięte deską, a dwie dziewczyny składały je w paczki okręcając papierowymi paskami (…)

– Na Gody to już? – spytała (…)

– Tak, parafia wielka, porozrzucana, a wszystkim przecież trzeba opłatki roznieść przed świętami, to i w czas zaczynać muszę(…)

-Spróbujcie.- Podał jej jeszcze gorący opłatek.- Zaś bym tam śmiała jeść! Wzięła go przez zapaskę i przeglądała pod światło  ze czcią i trwogą jakąś. – Jakie to na nim wyciśnięte historie różne, Jezus!….

(Wł. Reymont, Chłopi)   

*

 W tradycji polskiej opłatki występowały przede wszystkim w obrzędach kościelnych Eucharystii. Miały jednak także zastosowanie (te nie konsekrowane) w życiu domowym i różnych zwyczajach.

Już w XVI w. posmarowane miodem opłatki jadano „na wety”.

W tajemnicy przed księdzem proboszczem nabywały je od klechów, lub zakrystianów przekupki i następnie sprzedawały w swych kramach. Kupowano je jako łakocie dla dzieci, ale chętnie jadali je również dorośli, np. jako zakąskę do wina, doskonale zastępującą drogie, zamorskie, przyprawiane korzeniami „konfekty.

W XVII w. na dworach polskich, opłatki używane były także do pieczętowania listów. W kancelariach dworskich musiały więc być zawsze pod ręką. W zestawie przyborów do pisania, obok kałamarza z inkaustem, zaostrzonych piór gęsich, piaseczniczki i różnych pieczęci, leżała również wiązka opłatków.

W XVII i XVIII a nawet i później, lokalnie jeszcze na przełomie XIX i XX w., z opłatków robiono podkładki pod papierowe wycinanki, którymi – zwłaszcza w miastach – ozdabiano pieczęcie na listach prywatnych (co należało do „dobrego tonu”), ale przede wszystkim na różnych ważnych urzędowych dokumentach.

*

Najsilniej jednak i najtrwalej związały się opłatki z obchodami domowymi wigilii Bożego Narodzenia i polskim obyczajem świąteczny.

Niegdyś przed Bożym Narodzeniem, księża lub organiści roznosili opłatki białe i barwne do domów swych parafian i składali im, osobiście, życzenia świąteczne, nie szczędząc duszpasterskich napomnień.

Proboszcz i z pobliskich miejsc duchowni – pisał w 1830r .Łukasz Gołębiowski –roznoszą pęk opłatków białych, żółtych, czerwonych, jak przedtem i inne jeszcze kolory przydają. Na tacy przykrytej je ofiarowują i dostają za to nagrodę, a za perorę i życzenia podziękowanie.

(Ł.Gołębiowski, Lud polski jego zwyczaje, zabobony …1830)

*

Polski, obyczaj dzielenia się opłatkiem w wieczór wigilijny, znany i kultywowany także na Litwie, głównie wśród mieszkających tam Polaków, przyjął się najpierw wśród szlachty (prawdopodobni w końcu XVII, lub w początkach wieku  XVIII).

Bardzo szybko rozprzestrzenił się w innych stanach, w miastach i na wsi, na

obszarze całej prawie Polski, z wyjątkiem części Pomorza oraz Warmii i Mazur.

Tam jeszcze w początkach XX w. nie znano obyczaju łamania opłatka. Także

z wyjątkiem Górnego Śląska gdzie obyczaj ten przyjął się dopiero po II wojnie

światowej, ale z czasem, upowszechnił się i na tych terenach, spopularyzowany

przez księży katolickich.

Niecierpliwie czekano pierwszej gwiazdy, gdy ta zajaśniała zbierali się goście i dzieci

..rodzice  wychodzili z opłatkiem na talerzu, obchodzili wszystkich zebranych, a nawet służących – wspomina Boże Narodzenie w swym rodzinnym domu Ursyn Niemcewicz – a każdy z obecnych biorąc opłatek i łamiąc go powtarzał :bodaj byśmy na rok przyszły łamali go ze sobą.

(za: J.S.Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce, wiek XVI-XVIII)

Niegdyś opłatkom świątecznym przypisywano wiele różnych dobroczynnych właściwości. Już sama ich obecność w domu miała zapewniać błogosławieństwo boże, spokój, rodzinną harmonię i zgodę, urodzaj, pomyślność w zabiegach hodowlanych i dostatek. Miały chronić dom i domowników przed piorunem, pożarem, chorobami, nieszczęściami i różnorakim złem.

Wierzono, że kto opłatkiem się łamie, ”z sercem szczerym”, będzie miał rok pomyślny, nie zazna głodu i co więcej będzie mógł dzielić się chlebem z innymi.

Wierzono także, że jeśli ktoś zbłąkany w lesie przypomni sobie z kim opłatek łamał odnajdzie drogę i szczęśliwy powróci do domu.

Okruch opłatka wrzucony do studni miał oczyszczać wodę, a pijącym ją ludziom i zwierzętom zapewnić zdrowie i siłę.

Na wsi powszechny był zwyczaj, (zachowany jeszcze do niedawna przez ludzi starszych, przywiązanych do tradycji), obdzielania opłatkiem i resztkami potraw wigilijnych zwierząt gospodarskich, przede wszystkim krów, a niekiedy wszystkich zwierząt hodowlanych i domowych. Uważano bowiem, że tak wielkiego święta jakim jest Narodzenie Boże powinien dostąpić także świat zwierzęcy.

Chrystus się w onej godzinie narodził to nich każde stworzenie krzepi się tym chlebem świętym

tłumaczy zwyczaj ten Maciej Boryna, gospodarz Lipiec pod Łowiczem, w interpretacji literackiej Władysława Reymonta (Wł. Reymont, Chłopi )

Przypuszczać można, że wyróżniano w ten sposób zwierzęta także i dlatego, że przynosiły one ludziom różne pożytki, były niezbędne i wielce przydatne w gospodarstwie. Opłatek zaś pozwalał zachować je w dobrym zdrowiu, chronił przed zarazą, pomorem, wilkami, złym spojrzeniem i urokiem.

Właściwości takie przypisywano zwłaszcza opłatkom w których zapieczone zostały zioła święcone a przede wszystkim ziele ruty, która

 „podana w opłatku ma tę właściwość, że było w czystości utrzymuje”

(ks. Siarkowski, Materiały do etnogtrafii ludu polskiego z okolic Pińczowa, 1885).

Czasami ułamek opłatka dawano psu, aby ustrzec go przed wścieklizną, albo podawano mu w opłatku odrobinę pieprzu, żeby był zły, czujny i dobrze strzegł obejścia przed złodziejami.

Zwykle dla zwierząt przeznaczone były opłatki określonego koloru, różne w różnych regionach Polski. W Galicji np. dla bydła wydzielony był opłatek żółty, ponieważ..

 żółte (a w więc tłuste) masło dają krowy, którym w pośniku dano żółty opłatek..,

konie zaś otrzymywały opłatki czerwone, bo takie miały najskuteczniej bronić je przed zołzami (Udziela, Lud polski w pow. ropczyckim w Galicji, 1890).

W innych regionach, zgodnie z przyjętym  zwyczajem, podawano zwierzętom opłatki wyłącznie zielone, fioletowe lub różowe.

Powodowało to niekiedy zabawne, niezamierzone nieporozumienia, gdy np. jakaś szacowna osoba, w liście z życzeniami świątecznymi otrzymywała kawałek opłatka w kolorze, który w jej stronach przeznaczony bywał tylko dla bydła.

Wierzono powszechnie, że opłatkiem – mistycznym chlebem, dzielić się można z duszami zmarłych, które w wieczór i noc wigilijną, z łaski Bożej, mogą odwiedzać swe domy rodzinne. Pozostałością tego wierzenia jest stary obyczaj polski, stawiania na stole wigilijnym dodatkowego talerza i składania na nim cząstki opłatka, tak jak to w XIX w, po upadku Powstania Styczniowego opisywał Wincenty Pol:

…A trzy krzesła polskim strojem

Koło stołu stoją próżne

I z opłatkiem każdy swojem

Idzie do nich spłacać dłużne.

I pokłada na talerzu

ANIELSKIEGO CHLEBA KRUCHY

Bo w tych krzesłach siedzą duchy…

……………………………………………

 Nikt nie pyta o kim mowa ,

Wszyscy wiedza co się święci,

I dla kogo serce chowa

Winną pamięć tej pamięci!

Łzą się uczta rozpoczyna

Niemo liczy się drużyna,

Ze strat wszystkich, z lat ubiegłych,

Z nieobecnych i poległych.

 (W. Pol, Pieśń o domu naszym 1866)

 *

Świąteczne ozdoby z opłatka

Część przyniesionych przez księdza, lub organistę białych i  zwłaszcza – barwnych opłatków przeznaczona bywała na świąteczne ozdoby.

Pojawiły się one najpierw (na przełomie XVII /XVIII) w na dworach szlacheckich, tak samo jak obyczaj dzielenia opłatka.

Były to kołyski (dla Dzieciątka Jezus), krzyże, półksiężyce, słońca i gwiazdy. Taki oto opis izby czeladnej w dworku szlacheckim na Żmudzi, w XVII w, znaleźć można w trylogii Sienkiewicza:

 …Gdy płomień strzelił jaśniej, widać było ciemne drewniane ściany ogromnej izby z nadzwyczaj niskim, belkowanym sufitem. U belek wisiały na niciach różnokolorowe gwiazdki uczynione z opłatków, kręcące się w cieple…(H.Sienkiewicz, Potop,)

 Jednak za najstarszy przekaz o polskich ozdobach z opłatka przyjmuje się fragment dramatu Słowackiego Horsztyński, (po raz pierwszy wydanego drukiem w 1835r), którego bohater mówi:

Czuję te drżące listki chleba w moich dłoniach. Jak ja lubiłem niegdyś dzień Bożego Narodzenia! W tym samym pokoju z opłatków kleiłem różnokolorowe słońca, kołyski – jaka świętość i wesele napełniały moje dziecinne serce (za: Seweryn, Podłąźniki, pajaki, światy, 1932 )

Te oryginalne i wyłącznie polskie, misterne ozdoby z opłatków w XIX w. pojawiły się także w chłopskich chatach. Jeszcze w początkach XX w. były one typowym i dość powszechnie występującym przystrojem świątecznym wnętrza mieszkalnego w okresie Bożego Narodzenia.

Z detali rożnego kształtu, wycinanych z opłatka, sklejano śliną (która ma właściwości dobrego, organicznego kleju) ażurowe, barwne gwiazdy duże i małe i wieszano je na końskim włosiu, lub nitkach na belkach stropowych, często na całej ich długości. Te świąteczne gwiazdy opłatkowe, występujące w nielicznych odmianach i w pełnej gamie delikatnych kolorów, wykonywano głównie w Polska płn.- wsch. Najpiękniejsze z nich i najbardziej misterne powstawały na Podlasiu.

Wśród opłatkowych ozdób wyróżniały się także formy przestrzenne, zwane światami lub wilijkami.

Tegoż wieczoru robią świat z opłatków, tj. wycinają okrągłe kawałki i robią z tego kulę, a wieszają go albo u tragarza, albo nad obrazkami. Jeśli muchy go nie zjedzą będzie rok urodzajny.(Cercha, Wieś Przebieczny w pow. wielickim …1900)

Światy miewały najczęściej formę kuli. Być może była to inspiracja sztuką sakralną, wizerunkami Chrystusa Króla z królewskim jabłkiem – czyli kulą z krzyżykiem w dłoni, co wyobrażać miało władanie nad kula ziemska, a więc  „światem”.

Światy bywały także ciekawą kombinacją, połączonych ze sobą, (pozlepianych śliną) elementów różnej wielkości i kształtu.

 …Pomiędzy cztery ćwiartki sklejonego na krzyż opłatka wkleja się mniejsze odcinki, wzbogacające formą  .  (Furdyna,  Zdobnictwo wnętrz w chałupach wiejskich ..1956) 

 Opłatkowe ozdoby występowały najczęściej w Polsce płd., ale znano je i stosowano do świątecznej dekoracji mieszkań także i w innych regionach.

Informuje o nich, m. innymi Michał Fedorowski, opisując zdobnictwo

chat chłopskich w okolicach Żarek, Siewierza i Pilicy:

 Zwykle w pośrodku siestrzana bywa wyrżnięty krzyż i nazwiska stawiających i odpowiednie napisy, jak np.

z jednej strony wyryto wzdłuż całej belki:

„Błogosław Boże ten dom R.P. 1790 i wszystkich w niem mieszkających”

Po drugiej stronie czytamy:

„Fundatorowie IHC.Tomasz i Maryanna G.”

„Święty Floryanie opiekuj się”

„Szczęść Boże mieszkańcom”

Pod spodem zawieszony na niteczce świat, wciąż się obraca, wskazując co chwila różnobarwne z

opłatków pozlepiane ścianki (M.Fedorowski, Lud z okolic Żarek, Siewierza i Pilicy, 1885)       

Światy (podobnie jak gwiazdy z opłatka) wieszano na belkach stropowych, w

pobliżu ołtarzyka domowego („świętego stołu”) i – zawsze – nad wigilijnym stołem,

a także na podłaźnikach i pierwszych choinkach.

Były nie tylko świąteczną dekoracja, ale podobnie jak opłatki z których je

zrobiono – zapewniać miały domowi pokój, Bożą łaskę i różne dobrodziejstwa.

Starano się wiec aby wisiały jak najdłużej, także po świętach. Uważano za

dobry prognostyk dla domu, domowników i całego gospodarstwa jeśli

długo zachowywały piękny wygląd, nie kruszyły się, nie traciły kolorów, nie legły się

w nich robaki. Wróżyło to zdrowie, spokój, urodzaj, dostatek i wszelką pomyślność.

*

W tradycji polskiej opłatkom wigilijnym przypisywano więc zawsze ważną treść symboliczną, a rytuał ich dzielenia i wspólnego pożywania pozostał dotychczas znakiem osobliwej więzi i komunikacji międzyludzkiej.

 ..Właśnie ojciec kiwa na matkę

Że już wzeszła gwiazda na niebie

Że czas się dzielić,

Więc wszyscy podchodzą do siebie

I serca drżą uroczyście,

jak na drzewach przy liściach liście.

Jest cicho. Choinka płonie.

Na szczycie archanioł fruwa.

Na oknach pelargonie

Blask świeczek złotem zasnuwa,

A z kąta, z ust brata płynie

Kolęda na okarynie:

LULAŻE, JEZUNIU

MOJA PEREŁKO … 

(K.I.Gałczyński, Przed zapaleniem choinki , fragment)

*

Obecnie wyrobem opłatków zajmują się liczne, rozsiane na terenie całej Polski, wyspecjalizowane w tej sztuce, piekarnie rzemieślnicze. Stosuje się w nich tę samą co w przeszłości technikę wyrobu opłatków, usprawnioną jednak przez użycie nowoczesnych elektrycznych form, w których upiec można, szybko i sprawnie, duże ilości opłatkowych arkuszy. Krajalnice tną je później na małe prostokąty. Następnie sortuje się je i – jak w dawnych czasach – układa i sprzedaje „na kopy”.

Przed świętami Bożego Narodzenia listki opłatków, wkłada się (po kilka sztuk) w celofanowe koperty i kolorowe, ozdobne obwoluty – drukowane opaski papierowe i tak przygotowane wędrują do parafii, a stamtąd do naszych domów. Nie może bowiem zabraknąć opłatków na wigilijnych stołach.

Anielski chleb – opłatek, jest w Polsce, także i w czasach obecnych,  pierwszym wigilijnym pokarmem, spożywanym ku pokrzepieniu serc i podniesieniu ducha, jest – jak przeszłości – znakiem miłości, pokoju i pojednania, jest także świadectwem przechodzącej z pokolenia na pokolenie pięknej, żywej ciągle polskiej tradycji świątecznej.

*

LITERATURA

 ABC chrześcijanina, Mały Słownik, Warszawa 1996

 Berger, Mały Słownik liturgiczny, Poznań 1995

 J.St.Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce . wiek XVi – XVIII. Warszawa 1976(reedycja)

 S.Cercha , Wieś Przebieczany w pow,wielickim (oprac. pod względem etnograficznym). „Materiały Antropologiczne, Archeologiczne i Etnograficzne„ 1900, t.4 , s.80-210

  M.Fedorowski, Lud z okolic Żarek, Siewierza i Pilicy, Warszawa 1885, s.10-11

 Furdyna, Zdobnictwo wnętrz w chałupach wiejskich, na terenie wideł Wisły i Sanu „Polska Sztuka Ludowa” 1972, s.57 –58

 Ł.Golębiowski, Lud polski jego zwyczaj , zabobony,1930,s.318

 Ogrodowska, Opłatki i ozdoby z opłatka w tradycji polskiej „Polska Sztuka Ludowa” 1988, nr 1-2 , s.81-92

 Ogrodowska, Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce Mały Słownik, Warszawa 2000, 2001

 Seweryn,Arcydzieła żelazorytu ludowego, „Polska Sztuka Ludowa” 1955, nr 6, s.335-361

 Seweryn, Podłaźniki, światy, pająki, Kraków 1932

 Siarkowski (ks.), Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, 1885, t.9, s.3-5

 Smosarski, Świętowanie doroczne w Polsce, Warszawa 1996

 S.Udziela, Lud polski w pow. ropczyckim w Galicji, „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej” 1890, t.14, s.1-136 

   

 

Adwentus, czyli cd. tradycji świątecznych – pisanych dla nas przez Barbarę Ogrodowską

ADVENTUS – ZNACZY PRZYJŚCIE
„NARODZENIE ADWENT GłOSI”

Narodzenie Adwent głosi
Świąt wygląda wierny lud
Młody chłopiec na ligawce
Gra do Gód, aby do Gód!
(B.Pietrzak, Na ligawce, fragment)

ADWENT (od łac.adventus – przyjście), kończy i zarazem rozpoczyna rok kościelny, a cała jego liturgia wyraża oczekiwanie na Boże Narodzenie – obchodzone jako pamiątka przyjścia na świat Jezusa Chrystusa, przypomina także o powtórnym Jego przyjściu i o rzeczach ostatecznych.
W przeszłości Adwent nazywany bywał CZTERDZIESTNICĄ (ponieważ w średniowieczu trwał 40 dni), a w polskiej tradycji także PRZEDGODAMI (poprzedzał bowiem Boże Narodzenie po staropolsku zwane Godami, lub Godnimi Świętami ).

Kilka słów historii
Pierwsze wzmianki o liturgii Adwentu – wskazówki dla wiernych, mające przygotować ich do obchodów Epifanii, czyli święta Objawienia Pańskiego zwanego także świętem Trzech Króli (pierwszego święta ustanowionego w Kościele jako pamiątką Objawienia się Boga Wcielonego światu) przynosi sobór saragoski z 380 r.
Od V wieku począwszy Adwent staje się czasem obowiązującej powagi, pokuty, modlitwy, umartwień i surowego postu. W czasach św. Perpetuusa, biskupa z Tours, adwentowy post ścisły obowiązywał wiernych trzy razy w tygodniu (w poniedziałki, środy i – oczywiście – w piątki), przypominał więc Wielki Post przed Wielkanocą. Tak obchodzono Adwent w Rzymie w czasach pontyfikatu św. Grzegorza Wielkiego (VI w.), najpierw przez dwa tygodnie, później przez całe czterdzieści dni, kiedy to czas adwentowy rozpoczynał się w dniu św. Marcinie, 11 listopada i nazywany był Quadrogesima Santi Martini.
W VIII w. okres liturgiczny Adwentu został ograniczony do ok. czterech tygodni, a ściślej czterech adwentowych niedziel, z których pierwsza przypada około uroczystości św. Andrzeja Apostoła, rybaka z Betsaidy Galilejskiej, rodzonego brata Szymona, później św.Piotra (30 listopada). Adwent rozpoczynał się więc między 27 listopada, a 3 grudnia, a jego dzień ostatni przypadał w wigilię Bożego Narodzenia, 24 grudnia). Trwał więc od 23 – 28 dni.
W tej postaci obchody adwentowe utrwaliły się w Kościele powszechnym już w XIII w. i tak pozostało do naszych czasów, chociaż po Soborze Watykańskim II, złagodzony został dawny surowy, pokutny charakter Adwentu. Obecnie w całym Kościele jest to przede wszystkim czas pełnego nadziei oczekiwania na przyjście Zbawiciela świata
*

POLSKIE TRADYCJE ADWENTOWE.
Ogłaszanie Adwentu. W pierwszą niedzielę Adwentu dla przypomnienia wiernym o czekających wszystkich sądzie Bożym i koniecznej pokucie, w całej Polsce, z wież kościołów odzywały się hejnały wygrywane na trąbach lub rogach (mających symbolizować trąby anielskie Sądu Ostatecznego). Ten religijny obyczaj, znany w Polsce już w XVI w . miał uświadamiać wiernym przesłanie Pisma Świętego, czytane w tym dniu, podczas mszy, w Liturgii Słowa: Canite tuba Sion (zabrzmij trąbą Syjonie).

*
W XIX w. (ok. 1840r.) warszawscy bernardyni założyli przy swym kościele dobroczynne bractwo roratnie, skupiające inteligencję Warszawy. Działał w nim m. in. Stanisław Jachowicz poeta i przyjaciel dzieci. Towarzystwo oprócz pobożnych praktyk trudniło się także sprzedażą świec adwentowych, a za uzyskane pieniądze wspierało ubogich.
Także i dzisiaj świece adwentowe Caritasu sprzedawane są w kościołach i w wielu domach płoną na wigilijnych stołach. Dochód z ich sprzedaży, tak jak w przeszłości, wspomaga różne akcje charytatywne.
*
Trąbienie na Adwent. Otrąbianie Adwentu. Na Podlasiu (przede wszystkim, ale także i w innych regionach Polski, np. na Pomorzu) początek Adwentu obwieszczało głośno trąbienie na drewnianych ligawach, (na Pomorzu zwanych bazunami), zwane otrąbianiem Adwentu. Dla lepszego efektu trębacz stawał przy studni, co sprawiało że dźwięk ligawy był donośniejszy, niósł się po całej wsi i słyszano go nawet w najdalszych zakątkach.
Dla wszystkich był to sygnał, że oto nastaje czas skupienia, pobożnych praktyk i modlitw, zwłaszcza za dusze zmarłych, które – jak wierzono – w czasie Adwentu, w długie ciemne wieczory i noce mogą błąkać się po ziemi; że nie godzi się teraz urządzać hucznych zabaw, biesiad i wesel.
Ostatnimi dniami śmiechu, żartów, i zabawy były więc Katarzynki: spotkania i wróżby matrymonialne chłopców, odbywające się 24 listopada, w wigilie św. Katarzyny, patronki szukających żon kawalerów oraz dziewczęce Andrzejki lub inaczej Jedrzejówki, obchodzone 29 listopada w wigilie św. Andrzeja, kiedy to panny na wydaniu, zwyczajowo wróżyły sobie o miłości i małżeństwie. Zaraz po nich następował czas adwentowej powagi, a to oznaczyło zakaz zabaw, muzyki, spotkań towarzyskich i hałaśliwej wesołości. Należało zatem na czas Adwentu odłożyć instrumenty muzyczne, dobrze je schować, a dla pewności zamknąć na klucz w skrzyni, zgodnie z przysłowiem:

Święta Katarzyna skrzypki pogubiła
Święty Andrzej znalazł
schował skrzypki zaraz.

Inne znane powszechnie przysłowie mówiło:

Święta Katarzyna Adwent zawiazuje
A święty Jędrzej poprawuje

Przez cały Adwent obowiązywał post. Poszczono zwłaszcza w środy i piątki, W te dni (np. na Ziemi Lubelskiej) jadało się głównie żur, kisilicę, (zupę postna z kwaszonej kapusty), kaszę gryczaną bez omasty i ziemniaki, tylko od święta kraszone łojem baranim, a wszystko popijano sołoduchą, napojem musujacym, z fermentującej mąki, lub kaszy gryczanej zmieszanej z woda. (Mironiuk,Petera, s. 5 i n.)
Należało ubierać się ciemno i skromni, zrezygnować z noszenia ozdób (takiego zwyczaju przestrzegano np. na Skalnym Podhalu)

*
Rorate coeli desuper. „Gotowy jestem na sąd Boży”
Powszechną w całej Polsce praktyką (przez osoby pobożne zachowywaną także i w naszych czasach) był udział w codziennym w nabożeństwie adwentowym –w jutrzni celebrowanej przed świtem ku czci Najświętszej Marii Panny, nazywane Roratami, od śpiewanej podczas nich pieśni błagalnej o przyjście Zbawiciela świata, zaczynającej się od słów: Rorate coeli desuper- spuście rosę niebiosa cytatu z proroctwa Izajasza.

Rorate, coeli desuper
Et nubes pluant iustum
Aperiarur terra, et germinet Salwatorum

Niebiosa wysączcie z góry sprawiedliwość
i niech obłoki z deszczem ją wyleją !
Niechajże ziemia się otworzy
Niechaj zbawienie wyda owoc
(Iz 45,8).

W Polsce Roraty odprawiano już w XIII w., najpierw w Poznaniu (wprowadzone tam przez księcia Przemysława Pobożnego), następnie w Krakowie (zapoczątkowane przez znanego z pobożności króla Bolesława Wstydliwego).
Dotychczas, tak jak w przeszłości, podczas mszy na ołtarzu pali się wielka, świeca woskowa – roratnica – symbolizująca Matkę Boską, a wierni uczestniczący w jutrzni śpiewają stare pieśni adwentowe – będące błaganiem o przyjście na świat Zbawiciela.
Czasami, chociaż dzisiaj już rzadko, usłyszeć można nawet XVI – wieczną pieśń adwentową Boże wieczny:

Boże wieczny, Boże żywy
Odkupicielu prawdziwy
Wysłuchaj nasz głos płaczliwy

Któryś jest na wysokości
Schyl nieba , użycz litości
Spuść się w nasze głębokości…

Nie trzymajcie Przejrzanego
Chmury swoim dżdżem naszego
Przynieście Sprawiedliwego…

Usłysz płacz stworzenia Twego
Daj doczekać uciesznego
Narodzenia Syna swego…

Częściej, bo prawie na każdych Roratach i wieczornych nabożeństwach śpiewana jest piękna XVIII wieczna pieśń nieznanego autora:

Spuśćcie nam na ziemskie niwy
Zbawcę niebios obłoki!
Świat przez grzechy nieszczęśliwy
Wołał w nocy głębokiej.

Gdy wśród przekleństwa od Boga
Czart panował, śmierć i trwoga,
A ciężkie przewinienia
Zamkły drogę zbawienia.

Ale się Ojciec zlitował
Nad nędzną ludzi dolą,
Syn się chętnie ofiarował
By spełnić wieczną wolę.

Zaraz Gabryel zstępuje
I Maryi to zwiastuje
Iże z Ducha Świętego
Pocznie Syna Bożego.

Panna przeczysta w pokorze
Wyrokom się poddaje
Iszczą się wyroki Boże:
Słowo Ciałem się staje.

Ach, ciesz się Adama plemię,
Zbawiciel zejdzie na ziemię,
Drżyj piekło, On twe mocy
W wiecznej pogrąży nocy..
*

Gotowy jestem na sąd Boży
Niegdyś w pierwszą niedziele Adwentu, podczas mszy, zapalano świece w stojącym na ołtarzu siedmioramiennym świeczniku. Oznaczał on króla i sześć polskich stanów (biskupa, senatora, ziemianina, wojskowego, mieszczanina i kmiecia). Zapalali je kolejno ich przedstawiciele, a składali ofiarę i na pytanie celebransa: gotowy jesteś na sąd Boży? – odpowiadali: jestem gotowy . Ceremonia ta, znana i praktykowana w Polsce jeszcze w pierwszej połowie XVIII w., a także wcześniej, w XIXW. uwieczniona na płótnie Walentego Wańkowicza nie została nigdy wyczerpująco opisana. wyjaśniona.
Doczekała się natomiast poetyckiej interpretacji w wierszu Ludwika Kondratowicza (Syrokomli):

Od Bolesława, Łokietka, Leszka
Gdy jeszcze w Polsce Duch Pański mieszkał,
Stał na ołtarzu przed mszą roraty
Siedmio ramienny lichtarz bogaty.

A stany polskie szły do ołtarza
I każdy jedną świecę rozżarza:
Król – który berłem potężnym włada,
Prymas – najwyższa senatu rada,
Senator świecki – opiekun praw,
Szlachcic – co królów Polsce nadawa,
Żołnierz – co broni swoich współbraci,
Kupiec – co handlem ziomków bogaci,
Chłopek – co z pola ze krwi i roli
Dla reszty braci chleb ich mozoli.
Każdy na świeczkę grosz swój przyłoży.
I każdy gotów iść na sąd Boży

Tak siedem stanów z ziemicy całej
Siedmiu płomieńmi jasno gorzały.
Siedem modlitew treści odmiennej
Wyrażał lichtarz siedmioramienny
( Ludwik Kondratowicz [Syrokomla], Staropolskie Roraty)
*
Od najdawniejszych czasów w całej Polsce przychodzono na Roraty ze światłem. Zapalone świece adwentowe, zwane roratkami, po nabożeństwie wierni nieśli do swych domów. W adwentowej liturgii są one bowiem symbolem światła które rozprasza mrok, Światłości która wkrótce nadejdzie, nadziei i radości z Narodzenia Pańskiego, a także wiecznego życia. Wierzono zatem, że razem z przyniesioną z kościoła roratką (a w ostatnich czasach lampionem z profitką) światłość Boża wchodzi do domu.
Natomiast wracające z kościoła, panny na wydaniu, w panujących jeszcze ciemnościach zaczepiały napotykanych na drodze mężczyzn i okręcając ich wołały: roracie, roracie – jak na imię macie?- aby dowiedzieć się jakie imię mieć będzie ich przyszły mąż.
*
Kto ziemię w Adwent pruje, ta mu trzy lata choruje
W całej Polsce przestrzegano zasady, aby przed dniem św. Marcina (w przeszłości w tym właśnie dniu zaczynał się Adwent), zakończyć wszystkie prace w polu, ogrodzie, opatrzyć ule, wyciągnąć z wody sieci zastawne i rybackie łodzie, a całe bydło powróciło z pastwisk. Zapędzano je do obór rózgą brzozową, lub zieloną, iglastą gałązka, tzw. marcinką, rzekomo broniącą od czarów i złych uroków.
Wierzono, że w Adwencie ziemia zasypia i wypoczywa. Nie wolno jej zatem niepokoić i ranić: orać, grabić, rozkopywać, rozrzucać nawozu itp., ponieważ poruszona w następnym roku nie wyda plonów.
*
Adwentowe wieczorne spotkania, „prządki” i „szkubaczki”. Adwent – „czas swadziebny”.
Adwent i długie jesienne wieczory były – zwłaszcza na wsi – czasem zwyczajowych spotkań sąsiadek łączonych zawsze z wykonywaną wspólnie pracą: przędzeniem wełny i lnu, na wrzecionach lub kołowrotkach (czyli na prządkach), darciem pierza (tzw. szkubaczkach inaczej podskubkach), przebieraniem siewnego ziarna, fasoli lub grochu i innymi kobiecymi robotami ręcznymi.
W Adwencie spotkaniom tym i wykonywanym podczas nich pracom towarzyszyła zwykle wspólnej modlitwie, słuchanie pobożnych, budujących lektur czytanych głośno przez panią, lub pana domu. Często dziedziczki czytały na głos pracującej pod jej okiem czeladzi. Tradycję tę – opisywaną często zarówno w studiach etnograficznych jak i w literaturze – wspomina Melchior Wańkowicz:

Najprzód był adwent. Na długim stole stawały garnki z pierzem, albo zboże do przebierania kąkolu (kochany nowotrzebski domu, nie wiedzieliśmy obaj, ty z sędziwości, ja z głupoty, że istnieją i to od króla Stasia ponoć jeszcze, młynki do czyszczenia ziarna). Lampy naftowe rzucają ciche światło.
„Zacznijcie wargi nasze, chwalić Pannę świętą” – zaczyna babka. „Zacznijcie opowiadać cześć Jej niepojęta” – podchwytuje niemrawy, mruczący chór głosów (przy stole siedzi kto chce- nie tylko służba domowa, ale i rodziny parobków).
„Chwała Ojcu, Synowi, Bogu Przedwiecznemu” – mówi babka. „ I równemu im w Trójcy Duchowi Świętemu” –odpowiadam z namaszczeniem z pełną gęba grochu (przebieramy właśnie groch suszony i objadamy się nim ile wlezie – przyjemność, którą trudno zrozumieć „latom męskim”)
Modlisz się do Boga i objadasz się podczas tego – gorszy się nauczyciel pan Blese, luter, przez drzwi swego pokoju wysłuchujący moich praktyk.
Kochany panie Blese! Dom nowotrzebski – to nie kircha z krzyżem surowym pośrodku bez organów i „iluzji, gdzie przychodzi się do Boga jak do feldfebla zdawać rzetelny raport. Dom nowotrzebski modli się każdą drzazgą swej ściany, śpiewem siedzących w niej świerszczy, siorbaniem nosów bab parobczańskich, merdaniem ogonów tych kundli, co mimo surowego zakazu powłaziły pod stół.
(M. Wańkowicz, Szczenięce lata )
*
Wieczorne spotkania adwentowe upływały także na gawędach, plotkach, rozmowach, opowiadaniu sobie nowinek oraz baśni i niezwykłych historii: np. o duszach pokutujących, o upiorach i czarownicach, o smokach, walczących z nimi śmiałkach i ukrytych w ziemi skarbach.
Podczas spotkań tych zawsze podejmowany bywał „luby” temat: swatanie młodych par. Rozprawiano więc który chłopak i która dziewczyna maja się ku sobie i czy nie posunęli się za daleko w swych afektach. Snuto domysły do kogo też niebawem pójdą swaci z wódką, no i jak najlepiej i najkorzystniej skojarzyć młodych. To dlatego zapewne, na terenach wschodnich nazywano Adwent czasem swadziebnym.
Powiadano także;
W Adwencie same zięcie . Kto się zaleca a Adwenta, będzie miał żonę na święta
*
Nierzadko pod okna izby, w której zbierały się gospodynie z córkami, podkradali się kawalerowie i straszyli je stukając w szyby, zawodząc, ukazując się w oknie w narzuconym na głowę worku, lub płachcie. Później wbiegali do izby dmuchali w piórka, przewracali sita, plątali nici, gonili dziewczyny i próbowali pomazać je sadzą. Ciche i spokojne spotkanie, zmieniało się (pomimo napomnień księży) w śmiechy, psoty, piski, gonitwy i zabawę, na której pojawiał się często i krążył z rąk do rąk garnuszek z ciepłym piwem, albo flaszka z gorzałka.
Chłopcy zawsze znajdowali pretekst, aby odprowadzić do domu, młode, ładne panny, bojące się ciemności, szeptać im do ucha czułe słówka i otaczać swym silnym ramieniem.
*
Własne, odrębne zwyczaje, odmienne niż w innych regionach Polski miał Adwent na Pomorzu i Koszubach. Tutaj był to już początek obchodów Bożego Narodzenia. Od pierwszych dni Adwentu, do domów przychodzili przebierańcy, w kilku lub nawet kilkunastoosobowych grupach zwani gwiôzdkami, lub gwizdami. Przewodził im Gwiôzda inaczej Gwiżdż w ubraniu uplecionym ze słomy, albo w kożuchu wywróconym włosem na wierzch, z batem – korwaczem w ręce, dzieciom ku przestrodze, strasząc te bardzo niegrzeczne głośnym gwizdaniem. W swym ekwipunku czasami miał bębenek, lub piszczałkę. Przychodził on także, do domów w wigilię Bożego Narodzenia, z workiem pełnym różnych przysmaków: jabłek, suszonych gruszek i brukwi oraz cukierków.
Obchody gwiôzdek wiązano z miastami, przede wszystkim z Gdańskiem (mówiono, że stamtąd pochodzą najlepsze i najzacniejsze gwiôzdki), także ze Szczecinem i Lęborkiem.
Zgodnie ze zwyczajem, idący na czele grupy Gwiôzda, wchodząc w progi domu pytał: „Chce ta panie Gwiôzdke widzec?”- „A skądże ona je?Je ona z daleka?”- dopytywali domownicy. – Jaz ze Gduńska? Kej ona je jaz ze Guńskatej niechle prszindze”(Sychta, s.60-63)
Na Pomorzu prócz gwiôzdek w Adwencie chodzili od domu do domu chłopcy, uczniowie miejscowych szkół, z własnoręcznie wykonanymi szopkami i śpiewali pieśni o Narodzeniu Bożym (Stelmachowska, s.44)
Wszystkie te wizyty przypominały nieco obchody i zwyczaje kolędnicze, które w innych regionach Polski zaczynały się później bo dopiero w dniu św. Szczepana, 26 grudnia.
Dawne adwentowe tradycje i zwyczaje domowe, gospodarskie, towarzyskie pochody gwiôzdek, spotkania sąsiedzkie, czy trabienie na Adwent odchodzą w przeszłość. Adwent pozostał jednak – jak niegdyś – oczekiwaniem na Boże Narodzenie, czasem różnych, domowych przygotowań świątecznych, w tym również, niezliczonych przygotowań domowych

LITERATURA
ABC chrześcijanina. Mały słownik, Warszawa 1996 (Verbinum)

Encyklopedia katolicka, pr. zbior. [red] F.Gryglewicz. F.Łukaszyk, Z.Sułowski , t.1. Lublin 1985

Z. Gloger, Encyklopedia staropolska, t.1, Warszawa 1974 (reedycja), hasło „Adwent „

E. Kowal, Z gwiżdżem i gwiôzdką, „Poradnik domowy” 1995 (numer świąteczny na Boże Narodzenie)

A .Mironiuk, J.Petera, C.Wrębiak, Kultura ludowa południowego Podlasia, Biała Podlaska 1990

B.Ogrodowska, Radość wszelkiego stworzenia. Rzecz o Adwencie i Bożym Narodzeniu. Historia, tradycja, obyczaj polski, Warszawa 2008 (Verbinum)

J.Petera, Obrzędy i zwyczaje w okresie Bożego Narodzenia”Literatura Ludowa” 25(1981) , s.14-45

M. Wańkowicz, Szczenięce lata, Kraków 1987

B.Stelmachowska, Rok obrzędowy na Pomorzu, Toruń 1938

B. Sychta Miasta, miasteczka i wsie kaszubskie w literaturze ludowej, wierzeniach i obrzędach,”Literatura Ludowa”(3/1959) nr 1-2, s. 51-63 (zwł. & 4: Rzekome miasta gwiazdorów)

T.Syczewski , ks. Zwyczaje, obrzędy i wierzenia okresu Adwentu i Bożego Narodzenia w regionie nadbużańskim, Drohiczyn 2002

W.Zaleski, ks. Rok kościelny, Warszawa 1989