Dziaciaki w Wałbrzycha wróciły z wakacji

Moi Mili

11222675_930734876983125_3368729297028479045_oWiem, że interesujecie się losem dzieciaków z Wałbrzycha, więc z radością donoszę o tym jak spędzają wakacje. Zupełnie za darmo- dzięki Waszym datkom. DziękujęJ

 

Dzieci było na kolonii 22 + 2 wolontariuszki (takie, które regularnie pomagają za darmo w świetlicy przez cały rok, a same nigdzie nie jeżdżą na wakacje) i 3 osoby opieki czyli 2 wychowawczynie i Siostra Daniela.

 

Oto co pisze Siostra Daniela:

 

‘Pojechaliśmy do Dźwirzyna (nad morze, koło Kołobrzegu) z tym samym biurem co rok temu. Głównie dzięki darowiznom jakie wpłynęły do nas od uczestników konferencji SemCamp. To dzięki nieocenionemu Przemkowi Modrzewskiemu, który już kolejny raz namówił uczestników organizowanej przez siebie konferencji na taką akcjęJ))

 

Dzieci podzieliłyśmy na trzy grupy wiekowe – jedna grupa chłopców (8) i dwie dziewczynek – młodsze i starsze. Mieszkaliśmy w domkach 3 ale i tak większość czasu spędzaliśmy na plaży lub w tzw. „mieście”. Z atrakcji to byliśmy w Zieleniewie – największy Western Park . Dzieci szalały. Można było jeździć na koniu, bryczką, jeepem, zwiedzać mini zoo, głaskać kozy, tańczyć indiańskie tańce, kulać się w bańce po wodzie, jeździć rowerem na linie – wysokość jakieś 4 metry, budzić kondora na ściance wspinaczkowej, doić kozę, pić ciepłe kozie mleko, jeść pizze z pieca, strzelać z łuku i jeszcze różne inne rzeczy, których już nawet nie pamiętam jak się nazywały. O i jeszcze jeździć samochodzikami bez limitu, więc chyba z godzinę największe amatorki jeździły.

 

W Dźwirzynie największą atrakcją była oczywiście kąpiel w morzu – codziennie a czasem kilka razy dziennie, bo każdy pobyt nad wodą kończył się  całkowitym zamoczeniem. Czasem miało to być tylko do kolan, ale oczywiście zaraz wszyscy byli mokrzy – trudno . Nie trafiliśmy na najfajniejsza pogodę. Było dość chłodno, ale padało tylko raz więc i tak mieliśmy szczęście.

 

Byliśmy tez w wesołym miasteczku i każde dziecko wybierało sobie trzy miejsca, z których korzystało.

Dzieci wybierały atrakcje z największą ilością adrenaliny. To gdzie było najniebezpieczniej cieszyło się największą popularnością. Starsze dziewczęta wymarzyły sobie jazdę gokardami więc wybrałam się z nimi na rowerze a one na gokardach. Pojechałyśmy ścieżką rowerową za Dźwirzyno i dojechałyśmy aż do plaży dla naturystów. Jakoś nie chciały się przyłączyć 🙂

 

Atrakcją związaną z urodzinami jednego z chłopców było ognisko na terenie ośrodka z kiełbaskami pieczonymi na ogromnym ruszcie.

 

Dzieci wzięły ze sobą jakieś drobne kieszonkowe i namiętnie wydawały pieniądze na automaty – po jakimś czasie zorientowałyśmy się, ze także na jedzenie i musiałam dokupić trochę jedzenia bo nie umiały do końca korzystać ze szwedzkiego stołu.Dokupiłam trzy wielkie paczki kakao i dwadzieścia litrów mleka co znikało bardzo szybko. Nie mówiąc o słodyczach i lodach, które jedliśmy prawie codziennie.

 

Oczywiście zdarzały się także problemy.  Damian miał zaczerwienione gardło. Zgłosiliśmy się do ośrodka zdrowia, gdzie  pijana pielęgniarka stwierdziła u niego anginę. Potem zmierzyła temperaturę wszystkim dzieciom i stwierdziła, że cała nasza kolonia jest chora – każde dziecko miało ponad 38 stopni. Wyglądało to dziwnie, więc jedna z wychowawczyń poszła z Damianem na wizytę prywatną na nasz koszt.Okazało się,  że Damian ma lekko zaczerwienione gardło i nic więcej – a pielęgniarka zapomniała strzepnąć termometr. Cośmy przeżyły to nasze 🙂

 

Wzywałam też karetkę do Oliwiera bo biegł przez boisko i nie zauważył siatki – zaczepił o nią głową i upadł do tyłu nabijając sobie potężnego guza – przestraszył się, płakał a później zaczął mi zasypiać na kolanach i trochę jakby odpływał. Wezwałam więc karetkę – a jednocześnie zrobiłyśmy mu zimny kompres na guza, który był brzydki, podkrwawiony. Lekarz stwierdził, ze nic mu nie będzie ale kazał obserwować – jak się Oliwier dowiedział, ze nie musi jechać do szpitala to prawie natychmiast odżył i ozdrowiał – wszystko minęło bez śladu :).

Kontuzjowany był też Krzyś, który próbował traktować wszystkie urządzenia na wysokości jak miejsca do skakania (pasjonuje się parkurem) i uderzył się w głowę o tablicę z koszem – tez skończyło się na sporym guzie.

Tyle problemów zdrowotnych – trochę było tez problemów sanitarnych bo dzieci nie są przyzwyczajone do mycia się codziennie. Zwłaszcza chłopcy – wylewali na siebie takie ilości dezodorantu, że trzeba było im zrobić pogadankę o myciu i pachnidłach, że to nie działa tak, że się stosuje zamiennie. Oni się nie myli tylko perfumowali – smród straszny, a myśleli, że są atrakcyjni.  Takie problemy- w sumie śmieszne. Po co się myć, jak idziemy się kąpać do morza?

 

Z fajnych przeżyć to Dawid (nasz 5 cio letni Kaczorek) – od Zielonej Góry – wtedy się przebudził- pierwsze pytanie: siostro, a czy my jeszcze jesteśmy w Polsce? To taka duża jest Polska bo już tyle jedziemy … a później jak się pokazał horyzont to Dawid krzyczy: morze, ja widzę morze  – śmieliśmy się wszyscy bo nie było szans zobaczyć morza pod Zieloną Górą ale on widział. Później każdą rzekę czy jeziorko Dawid witał okrzykiem: morze, widać już morze! Ale kiedy zobaczył morze to zamilkł z wrażenia. Później mi powiedział tylko: ale wielkie. Dawid był świetny. Całą kolonię zbierał muszelki i nazbierał duże pudełko, które zawiózł mamie. Mam wrażenie, ze mama też nigdy morza nie widziała stąd on chciał jej przywieźć jakby jego kawałek. Nie przepuścił żadnej okazji żeby nad morze pójść. Niezależnie od pogody. A jak byliśmy na plaży to cały  zielono- fiołkowy, szczękający zębami pytał, czy może iść do wody. W tym zresztą towarzyszył mu Oliwier – byli nieszczęśliwi jak mieli leżeć na kocu żeby się choć trochę ogrzać – ale nie chorowali 🙂

 

Wśród starszych dzieci zaczęły się zawiązywać pary i sympatie – w tym roku po raz pierwszy po kolonii zaczęło się bycie w związkach – dla nas okazja i pretekst do poważnych rozmów o związkach, różnicach miedzy kobietami i mężczyznami i nocne zwierzenia i pytanie Tomka, jak to jest, czy jak komuś tak się robi miękko na widok dziewczyny czy to już jest miłość? Bardzo dużo było takich sytuacji 🙂

 

Dzieci na kolonii były bardzo fajne choć nie brakowało trudnych sytuacji, ale to normalne. Oczywiście pod koniec się zaczęło, czy już musimy jechać i czemu nie możemy jeszcze zostać. Wszystkim się podobało i już pytają jak będzie za rok i czy nie moglibyśmy jeszcze gdzieś pojechać w wakacje?

 

Z wychowawczynią Anią wymyśliłyśmy, że pojedziemy ze starszymi dziećmi do Barda. Tam są spływy Nysą w pontonach – zobaczymy jak się uda.

A teraz rozdajemy odzież z Waszych darów. Przychodzą ludzie chyba z całego miasta. Po kilkadziesiąt osób dziennie – wszyscy się cieszą i dziękują 🙂

 

Pozdrawiam Was serdecznie dziękuję!!!

Siostra Maria Daniela”

 

Ja Was też pozdrawiam i baaardzo dziękuję za pomoc dla dzieciaków z Wałbrzycha. Te dziaciaki pięknie się dzięki Wam rozwijają, a Siostra Daniela i 2 wychowawczynie robią tam naprawdę dobrą robotę wychowawczą. Dzieciaki są grzeczne, ale i żywiołowe, pomysłowe, ciekawe świata. Coraz bardziej wierzą, że mogą żyć lepszym życiem niż te jakie widzą w swojej okolicy. I o to chodzi!

 

To także dzięki Wam. Taki Wasz wkład w poprawianie świataJ

 

Ściskam Was gorąco z upalnych Skierniewic

Beata Rudnicka

535 41 22 97

 

Reklamy