Rekolekcyjna, niedzielna, szymanowska homilia

Niedziela, 23 sierpnia, homilia z Mszy św., godz. 12:00

Czytania z dnia

Joz 24, 1-2a. 15-17. 18b

Czytanie z Księgi Jozuego. Jozue zgromadził w Sychem wszystkie pokolenia Izraela. Wezwał też starszych Izraela, jego książąt, sędziów i przełożonych, którzy stawili się przed Bogiem. Jozue przemówił wtedy do całego narodu: „Gdyby wam się nie podobało służyć Panu, rozstrzygnijcie dziś, komu chcecie służyć, czy bóstwom, którym służyli wasi przodkowie po drugiej stronie Rzeki, czy też bóstwom Amorytów, w których kraju zamieszkaliście. Ja sam i mój dom służyć chcemy Panu”.

Naród wówczas odrzekł tymi słowami: „Dalekie jest to od nas, abyśmy mieli opuścić Pana, a służyć obcym bóstwom. Czyż to nie Pan, Bóg nasz, wyprowadził nas i przodków naszych z ziemi egipskiej, z domu niewoli? Czyż nie On przed oczyma naszymi uczynił wielkie znaki i ochraniał nas przez całą drogę, którą szliśmy, i wśród wszystkich ludów, pomiędzy którymi przechodziliśmy? My również chcemy służyć Panu, bo On jest naszym Bogiem”.

Ps 34, 2-3. 16-23  
 

Refren: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.

 

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy, *

Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.

Dusza moja chlubi się Panem, *

niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Refren: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.

 

Oczy Pana zwrócone na sprawiedliwych, *

uszy Jego otwarte na ich wołanie.

Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym, *

by pamięć o nich wymazać z ziemi.

Refren: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.

 

Pan słyszy wołających o pomoc *

i ratuje ich od wszelkiej udręki.

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu, *

ocala upadłych na duchu.

Refren: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.

 

Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy, *

ale Pan go ze wszystkich wybawia.

On czuwa nad każdą jego kością *

i żadna z nich nie zostanie złamana.

Refren: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.

 

Zło sprowadza śmierć na grzesznika, *

wrogów sprawiedliwego spotka kara.

Pan odkupi dusze sług swoich, *

nie zazna kary, kto się doń ucieka.

Refren: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.

 

Ef 5, 21-32  
Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan. Bracia: Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej. Żony niechaj będą poddane swym mężom jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus Głową Kościoła: On, Zbawca ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim.

Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoja żony tak, jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje.

Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica ta jest wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.

 


J 6, 63b. 68b
 
 

Alleluja, alleluja, alleluja.

Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem.

Ty masz słowa życia wiecznego.

 

Alleluja, alleluja, alleluja.

 
J 6, 54. 60-69  
Słowa Ewangelii według św. Jana. Ucząc w synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: „Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”.

A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?”

Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: „To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą”. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać.

Rzekł więc: „Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca”. Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodzili. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: „Czyż i wy chcecie odejść?”

Odpowiedział Mu Szymon Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”.

 

Homilia

Słyszeliśmy słowa Jezusa Chrystusa „Pośród was są tacy, którzy nie wierzą”. „Pośród was są tacy, którzy nie wierzą”.  Co znaczy wierzyć? Osoba , która wierzy w istnienie Boga nie jest jeszcze osobą wierzącą ani nie jest chrześcijaninem. Dopiero wiara w Jezusa Chrystusa jako jedynego pośrednika miedzy ludźmi a Bogiem czyni z nas chrześcijan. Dopiero wiara w Jezusa Chrystusa jako jedynego Zbawiciela czyni z nas chrześcijan. Wiara, że tylko Jezus może nam pomóc, tylko Jezus może nas wskrzesić z martwych, tylko On jeden może wstawiać się za nami u Ojca skutecznie. Czy wierzę? Jezus zachęca nas do heroicznej wiary. Nie do takiej wiary na trochę, nie do takiej wiary połowicznej. Niektórzy, którzy nie doczytali Słowa Bożego twierdzą, ze wystarczy mieć taką małą wiarę jak ziarnko gorczycy ale przecież Pan Jezus gani uczniów za małą wiarę. Gdy nie mogą wypędzić złego ducha mówi „wy małej wiary”. Gdy Piotr stąpa po jeziorze i zaczyna tonąć, Jezus mówi do niego „człowieku małej wiary”. Mała wiara jest zła. Nie do takiej wiary nawołuje Chrystus. Jeśli dobrze przeczytamy przypowieść o ziarnku gorczycy, jeśli przeczytamy ją ze zrozumieniem to jest tam napisane „jeśli będziecie mieli wiarę tak ogromną, tak potężną jaką ma w sobie to malutkie ziarnko, to nie będzie dla was nic niemożliwego”. Pan Jezus nie porównuje wiary do maleńkości tego ziarenka ale porównuje wiarę do tego potencjału jaki drzemie w tym malutkim ziarenku. Pyłem marnym jesteśmy, tak niewielcy, tak mało znaczący a w nas może narodzić się tak wielka wiara, że będziemy czynili rzeczy jakie czynił Jezus a nawet większe uczynimy, bo On zostawił nas właśnie po to z misją, nie po to, byśmy się lękali, obawiali, budowali wokół siebie mury ale po to byśmy stąpali po wężach i skorpionach. Nie po to żebyśmy się trzęśli przed demonami ale żeby demony pryskały przed nami, żeby to one się przed nami trzęsły i bały.

Prośmy dziś Jezusa o łaskę tak silnej wiary abyśmy mogli każdą ziemię na jaką stąpnie nasza stopa ofiarować Jezusowi gdziekolwiek chrześcijanin pojawi się tam ma pojawić się wraz z nim Królestwo Boże. To nie jest dla tych z obrazka, to nie jest dla świętych z obrazka misja. To jest misja dla każdego z nas, dla pospolitego chrześcijanina, bo mamy być pospolitym ruszeniem. To my jesteśmy Ciałem Jezusa Chrystusa, to pośród nas jest Królestwo Boże. Chrystus jest realistą i wie o naszych słabościach i stąd mówi, że „moc Boża w słabości się doskonali”. Wtedy kiedy nam nic nie wychodzi, kiedy własnymi siłami nic nie potrafimy wtedy włącza się Chrystus i robi cudowne rzeczy – nie wiemy jak to się dzieje i robi to naszymi rękoma, naszymi ustami. Zaprośmy Go do naszego życia tak zdecydowanie, tak może po raz kolejny ale tym razem żeby wszedł jeszcze głębiej i w nas zamieszkał, żebyśmy nie mieli wymówek „jeszcze nie teraz” , „Panie, tak ale jeszcze nie teraz” albo „Panie wszystko, wszystko  tylko nie to”. To bezwarunkowe „Tak” z naszej strony jest potrzebne Chrystusowi by nasza wiara góry przenosiła. To bezwarunkowe „Tak” to żaden heroizm to tylko nasza zgoda: „ Panie, działaj w moim życiu, działaj przeze mnie”.

Jest taka piękna bajka o mrówce, jak to mała mróweczka modliła się „Boże, wykorzystaj mnie w Twoim dziele. Poślij mnie” i po długich modlitwach Pan Bóg odezwał się „Kochana mróweczko, wybrałem cię, żebyś wybudowała mi pałac”. Mrówka wzięła się do roboty. Najpierw zaczęła szukać miejsca na pałac, przemierzyła wiele kilometrów, mijały lata aż wreszcie znalazła to miejsce, które według niej najbardziej się nadawało. Potem zaczęła rysować plany, mijały kolejne lata i kiedy plan był gotowy ta mała mróweczka wzięła się do kopania rowu pod fundament. Po pięciu kolejnych latach ten rów był głęboki na 20 cm, długi na 10 cm, szeroki na 15 cm. Po kolejnych pięciu latach był on dwa razy większy ale ciągle malutki i wtedy Pan Bóg odezwał się po raz drugi „Dobrze pracowałaś kochana mróweczko. Ja zrobię resztę.”

Ważne by zacząć, ważne by powiedzieć „tak” a w naszym życiu gdy rozpoczniemy z miłością i zaangażowaniem Pan Bóg powie swoje drugie słowo „dobrze pracowałaś, kochana mróweczko. Ja wykonam resztę”. Nie ustawajmy w modlitwie o taką wiarę ze Pan Bóg nie tylko nas posyła ale Pan Bóg jest tym, który kontynuuje rozpoczęte przez nas dzieło. Wielka wiara przyciąga. Wielka wiara przyciąga jak światło latarni przyciąga zagubione statki.

W pewnej miejscowości, w której mieszkali sami wierzący w Jezusa Chrystusa mieszkał tez pewien ateista i przekonywali go wszyscy, i najbliżsi,  i  sąsiedzi, i tłumaczyli – nic tego. Pozostał ateistą takim, jakim był. Którejś nocy wybuchł w kościele pożar. Wszyscy pobiegli z wiadrami wypełnionymi wodą i pobiegł też ten ateista i jego kolega mówi „ no, ciekawe, po raz pierwszy widzę cię biegnącego do kościoła. To niepodobne do ciebie”. Na co on mówi  „Biegnę, bo po raz pierwszy widzę kościół w ogniu”. Gdyby nasze wspólnoty płonęły ogniem Ducha świętego, to ludzie oknami i drzwiami wchodziliby do naszej wspólnoty. Gdyby widzieli z daleka jak się kochamy, jak płoną nasze serca, nie moglibyśmy się w zakonach opędzić od osób, które chcą do nich wstępować. Coś się w nas załamało. Gdzieś może zbyt wiele wzięliśmy na siebie zapominając, że Pan Bóg zawsze wypowiada to drugie słowo: „dobrze pracowałaś, pozwól bym Ja dokończył, bym Ja czynił dalej.” Ta wiara Jezusowi Chrystusowi to często pozwolenie by On działał, to usunięcie się na bok. Ale wychowani często jesteśmy w takim aktywizmie, że jeżeli to my nie zrobimy to….  tak jak Abraham, o którym wczoraj mówiłem, chciał Panu Bogu pomóc, bo widział, że sobie Bóg nie radzi z realizacją obietnic. Pan Bóg sobie poradzi ze wszystkim, pozwólmy Mu działać.

Chciałbym jeszcze opowiedzieć krótką historię z mojego życia gdy Pan Bóg pokazał mi, ze to nie w moim działaniu jest Jego moc ale w moim nic –nie-robieniu. Czasem może się Jego moc jeszcze bardziej objawić. Gdy pracowałem na południu Włoch miałem przyjaciela młodszego ode mnie, miał na imię Marcello, miał 17 lat. Był chłopcem szczególnym, bo zamiast chodzić z rówieśnikami na dyskoteki to opiekował się chorymi, sprzątał im, robił zakupy, czytał im książki i uchodził w miasteczku jako osoba szczególna, jako chłopiec taki naprawdę święty. Pobożny wg tej pobożności jaką definiuje św. Jakub- troska o najbardziej potrzebujących. I kiedyś Marcello znalazł się w miejscu gdzie mafia załatwiała swoje porachunki i został brutalnie zabity. Pojechałem do domu Marcello. Wszyscy zrozpaczeni. Nie było jednak jego mamy. Jego mama wracała właśnie pociągiem z Mediolanu i zastanawialiśmy się jak powiedzieć matce, o tym co się wydarzyło. Zwykle Marcello czekał na nią na dworcu. Teraz posłaliśmy jej siostrę. Gdy przyjechała już była zdziwiona, że nie ma Marcello. Do szybkiej kawy siostra zdążyła wrzucić jakieś środki uspokajające. Kiedy przyjechały  do domu, kiedy jego mam weszła i zobaczyła wszystkich bliskich siedzących w milczeniu zrozumiała, ze stała się jakaś tragedia i gdy doszło do niej, że jej ukochany syn nie żyje zamknęła się w swoim pokoju, głośno płakała i wołała do Boga „Boże, dlaczego jesteś taki niesprawiedliwy, dlaczego zabrałeś mi mojego ukochanego syna, dlaczego Boże jesteś taki okrutny i zły.” Potem poprosiła bym do niej przyszedł. Usiadłem obok niej na łóżku i słuchałem jak wygrażała Panu Bogu, jak płakała i wtedy w myślach pytam się: „Boże, jak ja mam Ciebie obronić? Co ja mam jej powiedzieć?” I słyszę:  „Ty chcesz mnie bronić? Kim ty jesteś?” ale „co mam Boże mówić do tej zrozpaczonej kobiety?” I wtedy w głębi mojego serca słyszę „Nic nie mów. Po prostu bądź. Po prostu siedź aby ta kobieta w tym nieszczęściu wiedziała, że Ja jej nie opuściłem”. Przesiedziałem obok niej prawie całą noc i nie powiedziałem ani jednego słowa. I w tym NIC-NIE-ROBIENIU Pan Bóg miał swój cel ale oczekiwał ode mnie tej wiary, że to nie ja mam działać. Ja mogę tylko popsuć i mówił do mnie „Pozwól bym Ja działał. Uwierz, że zrobię wszystko co trzeba”. I są takie sytuacje w naszym życiu, kiedy próbujemy przedobrzyć. Pozwólmy Chrystusowi by działał. Zawierzmy, że On ma swój czas, że On ma swoje metody a czasem nas potrzebuje tylko po to, byśmy byli. Do tego nie trzeba żadnych studiów teologicznych, do tego trzeba wiary, że On działa i że On wie co robić.

Słyszeliśmy dzisiaj w jednym z czytań o kluczu Dawida, który otwiera i nikt nie zamknie. On również zamyka ale on jest przede wszystkim do otwierania. To nie jest klucz, który został przekazany tylko świętemu Piotrowi. To jest klucz, który Jezus Chrystus daje każdemu ze swoich uczniów. To jest klucz do ludzkich serc. To jest klucz, który otwiera ludzkie serca. Masz go w ręku. Używaj go. Do tego nie trzeba słów, do tego trzeba naszej zwykłej obecności. Świętość to nie jest „robienie czegoś”. To tak jak dziś jedna z sióstr powiedziała „To jest podążanie. Idziemy przez życie i wystarczy iść przez życie i być obleczonym w Jezusa Chrystusa i przyglądać się jakich cudów dokonuje. Święci to nie są ludzie, którzy zasłużyli na świętość. Święci to są ludzie, którzy zrobili Chrystusowi miejsce w swoim życiu. Zróbmy trochę więcej miejsca by Chrystus mógł działać. Amen.

 

Reklamy

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s