Nasza Siostra Gizela- Wychowawca i Przyjaciel

Prace konkursowe – opowieści o zwyczajach szkół niepokalańskich

Maria (Marychna) Baraniecka-Witkowska, matura w Szymanowie 1964 r.

12484601_1086633631399681_7264957501361307015_o      Dzień pogrzebu Siostry nastroił do rozmyślań  o Zmarłej. Zauważyłam  wtedy, że Szymanów w którym przebywała w latach 1955-64 ,stanowił tylko krótki epizod w Jej barwnym, niebanalnym życiu. A jednocześnie był to czas mego pobytu w szkole niepokalańskiej i zawiązania silnej przyjaźni z Siostrą, która trwała blisko 50 lat. Nie tylko zresztą mojej: większość  koleżanek z rocznika i tych starszych o 3-4 lata wspomina Siostrę podobnie. I tak doszłam do wniosku  że istnieje potrzeba przedstawienia innym, jakże już licznym, koleżankom młodszej generacji, tej Postaci , dość im mało znanej a wyjątkowo znaczącej dla Zgromadzenia .

Wspomnienie to nie życiorys. Zresztą zapewne Siostry opracują to najlepiej; znają fakty i wszelkie między nimi powiązania. A ja chciałabym pokazać Siostrę taką jaką widziałam  jako dziecko, a potem osoba coraz bardziej dojrzała, wreszcie stojąca na progu starości.

Pierwsze dni września 1960 r. (VIII klasa, początek nowego życia) upłynęły mi w nieustannym płaczu za domem rodzinnym, który pozostał bardzo daleko: w Dynowie, za Przemyślem. Sekundowała mi w tym Urszula Cholewianka z Krynicy. Któregoś dnia usłyszałam za plecami w refektarzu glos wcale nie dobrotliwy, raczej drwiący: ”tu płacze fontanna z Dynowa, a tam z Krynicy”. Zobaczyłam bardzo piękną, młodą siostrę, wysoką i zgrabną, z białym sznurem, która wprawdzie uśmiechała się do beks, ale wcale nie zamierzała się nad nami roztkliwiać. Ktoś mnie trącił: ”to siostra Gizela”.

Potem umierałam przed nią ze strachu, bo okazało się, że to nauczycielka fizyki, surowa i wymagająca. Ale strach nie trwał długo. Nie znosząc podpowiadania, ściągania  a potem mazgajstwa, Siostra odpowiadała na nasze każde pytanie tłumacząc tyle ile było trzeba. A uczyła wspaniale,  z żarem, umiała zainteresować, ba, potem sprawiedliwie ocenić dziecko, takie jak ja,  bez talentu matematycznego, ale które zaczynało coraz bardziej interesować się nowymi obszarami wiedzy. Doszło do tego, że czekałam na te lekcje, bo fizyka okazywała się coraz ciekawsza i do pojęcia, ale wszystkie nas intrygowała i Nauczycielka: jej powiedzenia, reakcje, oceny.

Siostra nie tylko zajmowała się fizyką: przepiękne dekoracje sali rekreacyjnej na różne ciekawe imprezy, których w Szymanowie nigdy nie brakowało, np.100 lecie śmierci Marki Józefy Karskiej, to było dzieło s. Gizeli. Pytałam czy to plastyczka. Starsze koleżanki tylko wzruszały ramionami: przecież taką oprawę potrafi stworzyć tylko S. Gizela.  Na co tu dyplomy! Rzeczywiście, Jej liternictwo, kolorystyka, pomysły plastyczne świadczyły  o wielkim talencie i wrażliwości na piękno.

Dwa lata później została naszą Mistrzynią. Już nie uczyła fizyki (jaka niepowetowana szkoda!) i stawiała pierwsze kroki jako wychowawczyni. Na początku wydawało się to chybione: znakomita nauczycielka nie musi być dobrą wychowawczynią. A poza tym ten jej indywidualizm nie dopuszczający byle kogo do swego wnętrza. Nasze dalsze wspólne losy pokazały jak bardzo się myliłyśmy.

Siostra miała wtedy 30 lat, my – 16. Czupurne, obrażone , że nam zabrano z mistrzyniostwa  S. Anuncjatę, nie chciałyśmy współpracować aż do czasu przejęcia przez nas, 10 klasę, samorządu szkolnego, po I półroczu.

Nasza, prawie półwieczna przyjaźń zaczęła się właśnie wtedy  i choć Siostra wcale nie siliła się na zjednanie nas ale my zobaczyłyśmy Ją poprzez  zalety serca i umysłu, niebanalną osobowość, niezależność sądów, świeżość spojrzenia na życie. Okazała się wychowawcą- przyjacielem. Coraz bardziej lubiła z nami rozmawiać, i  ceniąc nasze sądy, wielokrotnie zapytywała  o nasze zdanie.     Pozwalała  dziewczynom dorosnąć, przyjaźniąc się z wieloma autentycznie. To nie było wymuszone obowiązkiem.

Brak miejsca nie pozwala mi na wspomnienie wszystkich przyjemności które wymyślała dla ubarwienia naszego skromnego i szarego życia. Wspomnę tylko o takich jak tajne wydawanie pisma pod intrygującą nazwą” Baobaby”,  wspaniałej zabawy studniówkowej (zabawy, a nie potańcówki !), wycieczek, wspólnego przygotowywania prezentów dla przyjaciółek, czy tajemniczych spotkań wieczorną porą w parku. Dostawałyśmy od Niej artystyczne albumiki, notesy z przepięknymi myślami poetów czy filozofów, własnoręcznie ozdabiane dyplomy z racji jakichś dokonań. Cieszyłyśmy się dowodami Jej  indywidualnego myślenia o każdej. Do dziś te skarby wspólnie przeglądamy  ze łzami wzruszenia. Taka wychowawcza postawa uczy niejednego…..

Po maturze kontakty trwały dalej, chociaż Siostra opuściła Szymanów i zajmowała się innymi sprawami, spotkałyśmy się na obchodach Wielkiego Tygodnia w Wałbrzychu, na czuwaniu całonocnym na Jasnej Górze, pisałyśmy Siostrze o wszystkim, a i ona nigdy nie zostawiała nas bez odpowiedzi. Długie, piękne listy przechowujemy z dawnymi pamiątkami…

Po raz pierwszy zaniepokoiłam się gdy mnie nie poznała wracającą z grobowca po pogrzebie S. Ireny w lipcu 1997. Ale  zaraz wytłumaczyłam to Jej i sobie, trochę siląc się na przymrużenie oka, że przecież musiałam się mocno zmienić, lata lecą, jestem już babcią.

Potem wszystko było dobrze. Siostra bardzo zajmowała się Basią Syrzycką w czasie jej śmiertelnej choroby, a Baśka nazwała Ją , w ostatnim liście,( danym nam do przeczytania), swoim największym Przyjacielem. Za trumną szłyśmy wszystkie, razem z naszą Siostrą. Był to rok 2005.

Przyjeżdżała i na nasze zjazdy do Szymanowa. Ostatni raz była na 40-leciu  naszej matury w 2004. Stale skarżyła się na zapominalstwo, ale pocieszałyśmy Ją, że my znamy te kłopoty pań po 60- ce jeszcze lepiej. Na  nasz zjazd 45- lecia w 2009 r. już nie przyjechała, prosiła o zrozumienie, a na 50 lecie w ubiegłym roku-  wszystkie wiedziałyśmy o jej chorobie .

Pamiętałyśmy o Niej w modlitwie i wszystkich wspomnieniach. Każda mówiła że dopiero od dwóch lat nie dostaje od Siostry osobistych życzeń i listów na Boże Narodzenie i Wielkanoc… A przecież miała na głowie dziesiątki, setki uczennic, dawnych i aktualnych a ponadto zajmowała się sprawami wysokiego, absorbującego kalibru ( budowa nowego domu zakonnego na Kabatach, opracowywanie wielotomowej monografii niepokalańskiej, że ograniczę się tylko do tego).

Nasza Ukochana Siostra Gizela, Przyjaciel towarzyszący każdej z nas w doli i niedoli, Wychowawczyni ucząca  zachwytu nad pięknem  płynącym z religii  i świata wokół, dobry, głęboki  Człowiek , oddany bez reszty  innym – niech odpoczywa w Pokoju Bożym i pozostanie w naszej wdzięcznej pamięci na zawsze.

 

Reklamy

One thought on “Nasza Siostra Gizela- Wychowawca i Przyjaciel

  1. Siostra Gizela byla dla mnie i mojej siostry bardzo surowa, bo pochodzilysmy z domu arystokratycznego. Przyjechalysmy do Szymanowa do 1 kl. szkoly sredniej z internatu dziewcznynek z Nowem Saczu. Traktowala nas jak zlodziejki, klamczuchy i „nie karne” jak to mowilo sie na dziewczynki. Moj ojciec, ktory byl z nami na rozmowie wtedy, powiedzial mi, ze gdyby mu nie zalezalo zostawic nas w internacie, to by wstal i wyszedl. To cos mowi o tym jak mowila do nas owego dnia Siostra Gizela, przelozona internatu w Szymanowie, nauczycielka fizyki. I tak bylo przez caly rok , bo nie mogla nam wybaczyc , ze jestesmy przyjete ze wg. ze ojciec znal z lat mlodosci Matke zgromadzenia, ksiezna. I ot i cala prawda.

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s