Szymanowski internat dzisiaj i 30ści lat temu

Życie w internacie to przygoda jedyna w swoim rodzaju.  Obecnie Mistrzynią Internatu jest Siostra Matylda– pasjonatka języka i literatury angielskiej  a także znawczyni życia Matki Marceliny, o której przez cały poprzedni rok szkolny prowadziła coniedzielne warsztaty  dla rodziców uczennic. Za moich czasów (lata 80siąte)  Mistrzynią była Siostra Anna- chemiczka. Sprawne  jego funkcjonowanie wymaga dyscypliny każdego dnia. Jak się okazuje, lata lecą a rozkład dnia od 30 lat się nie zmienił. Czy 009_1pamiętacie codzienną marszrutę, która obowiązuje do dziś:

  • 6.45 wstawanie, sprzątanie sypialni
  • 7.25 pacierz w kaplicy
  • Śniadanie
  • Lekcje do 14.25
  • Obiad
  • Liceum ma dodatkowe lekcje , gimnazjum ma kółka – czasem do 16.30
  • Rekreacja
  • 16.30-17.15 studium I
  • 17.15-19.00 studium II
  • o 19.00 Kolacja
  • Toaleta, czas na korzystanie z internetu, porządki klas
  • 20.30- studium III do 21.30 dla młodszych, do 23.00 dla starszych klas

Zdyscyplinowana była nawet nasza garderoba. Każda jej część miała naszyty numerek. Mój był 41!  A ile było zabawy z wyszywaniem na rajstopach! I to nie zmieniło się i dziś!

Garderoby też nie można było mieć za wiele- tyle ile można było zmieścić w jednej dość wąskiej szafce na korytarzu. Teraz już tych szafek nie ma…

Nawet talerzyk i kubeczek miały namalowany ten numer. Kubeczki wciąż są takie same- brązowa kamionka. Za to zniknęły stawiane na stołach w refektarzach nadstawki-ławeczki na potrawy. Było nas tak dużo (zwykle 2 klasy w roczniku, każda po 25-35 dziewczyn), że siedziałyśmy dość ściśnięte i te ‚ławeczki na potrawy’ były koniecznością. Zniknęła także zmywalnia. Obecne uczennice nie znają takich pojęć jak: resztkowanie czy pomyje.

Czasy były trudne, obowiązywały kartki na mięso, cukier, więc i nasze żywienie było niezłym wyzwaniem dla sióstr. Nastola048tki zwykle nie grzeszą empatią, więc przewywałyśmy te potrawy okrutnie. Kto pamięta: ‚białe szaleństwo’ (makaron z białym serem), ‚szczury’ (coś w rodzaju pieczeni rzymskiej, krojonej w grube plastry-kotlety), ‚podsumowanie tygodnia’ (coś jak bygos) i ‚gąbki’ (niedzielne, lub świąteczne ciasto w formie elestycznego biszkopta i kolorze waniliowym lub kakaowym. Pycha!).

30ści lat temu wyjazdówki odbywały się raz na miesiąc. Wyjazd  był  piątek po lekcjach a powrót w niedzielę do 17.00. Przyznam, że było to jedne z cięższych emocjonalnie szymanowskich przeżyć. Codzienna rutyna działała kojąco. Wyjazd rozbijał rytm życia, przyzwyczajenie do dyscypliny, pracy, ograniczeń prywatności. W domu można było posłuchać listy przebojów Programu Trzeciego, pooglądać bez ograniczeń telewizję (czyli 2 programy!), włączyć płytę Republiki, poleniuchować, zjeść w łóżku jabłko. To przyjemności, których internatowe życie skąpiło.  Teraz dziewczyny wyjeżdżają co tydzień do domu. A i codzienne kontakt ze światem zewnętrznym mają dużo większy- w końcu jest Internet.

Wyjazdówka to był także komfort codziennego korzystania z prysznica i uroków łazienki tylko dla siebie.  30ści lat temu bowiem poranna i wieczorna toaleta odbywała się w tzw. umywalniach Każda klasa miała taki pokój, z jednym kranem, rzędami szafek otoczonymi zasłonami (a’la przebieralnie). Na każdej szafce stały 2 miski- bo taka ‘mini-umywalnia’ była przypisana 2 dziewczynom. Często więc były boje, która pierwsza i  jak długo z zajmuje wspólną umywalnię.  Dość spartańskie warunki, ale i czasy były trudne- tuż po stanie wojennym. Prysznic przysługiwał każdej klasie 1x na tydzień- w klasztornych piwnicach. Dzisiaj dostęp  do prysznica jest codzienny.

Podczas wyjazdówki ogromną przyjemnością było spanie we własnym pokoju i możliwość poczytania książki przed snem.  W Szymanowie sypialnie były gigantyczne. Pierwsze klasy miały sypialnię na 60 dziewczyn. Nie było szafek przy łóżkach ani lampek. Z każdym kolejnym rokiem awansowało się do mniejszej sypialni, by na koniec w IV klasie skorzystać z tzw. budek– czyli boxów urządzonych jak mini-pokoje. Budka to było spełnienie marzeń. Można je było urządzić po swojemu. Mieć oazę prywatności. Obecnie w miejscu gdzie były budki są sypialnie. Sypialnie są 4-6 osobowe. W pokojach  w nowym intenacie i w kurniku są pokoje 4 osobowe.  Komfort!

Comiesięczny pobyt w domu miał jednak i swoje ciemne strony. Doświadczałam wtedy samotności. Bo jak utrzymać znajomość z koleżankami z podstawówki jeśli nie było telefonów, maili, regularnych spotkań… U mnie się nie udało.  To odizolowanie, jak się okazało po latach, było także największym minusem życia w przyklasztornym internacie.  Szymanów narzucał zewnętrzne ramy życia, podtykał wszystko pod nos. Miałyśmy przygotowane jedzenie, zorganizowane zajęcia, rozrywki, wszystko…W dodatku całość odbywała się w specyficznym środowisku, pod kloszem. Po maturze od razu dostałam się na studia. Zaczęło się zupełnie samodzielne życie w Warszawie. A samodzielności nie byłam nauczona. Trudności przysparzało wtopienie się  w środowisko studenckie, nauczenie się samodyscypliny w nauce, nauczenie się organizowania sobie czasu wolnego, gospodarowania pieniędzmi, załatwiania spraw. Można powiedzieć, że okres dojrzewania społecznego przechodziłam na studiach zamiast w  liceum.

368To co nam dało na całe życie internetowe bytowanie to niezwykle silne więzi z koleżankami z klasy. Niezależnie od tego ile czasu się nie widzimy- i tak jest bliskość, zażyłość i to po 30 latach od matury. Wiadomo, że jak przejeżdżam przez Berlin to muszę odwiedzić Izę i wiadomo, że będziemy rozmawiać do późna w nocy. Wiadomo, że jak mam sprawę do Moniki czy Danki, to dzwonię- nawet jeśli  nie rozmawiałyśmy od 3 lat. Wiadomo, że jeśli mam kłopoty życiowe to wyciągnie do mnie rękę Gosia. We wrześniu czeka naz zjazd maturaln. Już się nie mogę doczekać

102Internat sprawiał też, że silna była więź z wychowawczynią.  Moją była Siostra Daniela.  W Szymanowie zastępowała nam matkę. Była obecna cały dzień i to w burzliwym okresie ‘nastu’ lat. To też budowało mocne związki emocjonalne.  Silne było też oddziaływanie wychowawcze.  Te słynne ‘duchówki’ z Siostrą Danielą- czyli indywidulane, często niełatwe rozmowy na ważne tematy.  Po latach mam wrażenie, że rozpoczęcie edukacji i mieszkania w Szymanowie właściwie kończyło etap wychowania przez rodzinny dom. Szymanów przejmował tę rolę. Prędzej czy później nawyki i przekonania nabyte w Szymanowie dawały o sobie znać w dorosłym życiu.

Jak jest teraz- nie wiem. Cotygodniowe wyjazdówki  i wyższy komfort życia mogą kompletnie zmieniać bilans plusów i minusów życia w przyklasztornym internacie.  Myślę jednak, że poczucie przechodzenia przez zupełnie wyjątkowy proces nauczania i wychowania pozostaje. Bo z całą pewnością pobyt w przyklasztornym Szymanowskim internacie to wyjątkowe i oddziałujące na całe życie doświadczenie!

Beata Rudnicka (matura Szymanow 1986)

Reklamy

2 thoughts on “Szymanowski internat dzisiaj i 30ści lat temu

  1. Szymanów skończyłam całkiem niedawno i nie zgadzam się z paroma rzeczami. Np. aktualnie uczennice bardzo dobrze (lub aż za dobrze) znają pojęcia resztkowanie i pomyje. I są też osoby, które tak jak wiele lat temu jeżdżą do domów kilka razy na rok. A bycie na bieżąco dzięki internetowi – nie za bardzo jest na to czas 🙂

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s