Dziwne nazwy, przezwiska, listy po-maturalne i zespół Genesis- czyli wspomnienia z Szymanowa sprzed 30 lat

Prace konkursowe – opowieści o zwyczajach szkół niepokalańskich

Małgosia Najuch (Zarzycka, matura Szymanów, 1986)

Beaty wspomnienia o Szymanowie publikowane w Kurierku są fantastycznym „otwieraczem” wspomnień z czasów, gdy każda z nas uczyła się w LO. Jest tyle wątków, że nie wiadomo od czego zacząć i o czym napisać, żeby historia była interesująca dla CzytelniczekJ

Po propozycji Pani Agnieszki, żeby opisać kalendarz Szymanowski, wpadłam na pomysł, żeby zacząć pisać słownik słów zrozumiałych głównie w LO w Szymanowie: westiarnia, infirmeria, ziółka, duszki, ciałka, resztkowanie, studium, piekiełko, duchówka, mistrzyni, celarefektarz, święte schody, ale po namyśle uznałam, że ciekawsze mogą być inne sprawy.

Drugim pomysłem więc było to, aby opisać dość specyficzny sposób nadawania sobie przezwisk. Najczęściej imiona były zmieniane na angielskie brzmienie: Maria na pewno była Mary. Podobnie skojarzenie nazwiska z podobnie brzmiącym słowem angielskim, jak np. Porridge czy Shadow, albo nazwisko podobne do imienia, jak Jacek zamiast Żaczek (w mojej klasieJ) Oczywiście było też imię i pierwsza litera nazwiska (jak w moim przypadku: Gosia Zy, albo Asia Pe, Asia Ka). Najczęściej jednak nazwiska były skracane, upraszczane, czyli np. Jagiela, Małachosia, Powąsia, Remete, Rybka, Kubaczek ….  Do dziś używamy tych przezwisk w rozmowach!

Kolejne wspomnienie: moja mama robiła porządki w domu i przyniosła mi teczkę z pojedynczymi kartkami, na których były zapisane pożegnania od koleżanek i Sióstr. Taką teczkę dostała każda absolwentka przy wyjeździe z LO. Ja już nie pamiętałam o istnieniu takich listów, bo w zasadzie najczęściej oglądałam album ze zdjęciami, który dostałam od mojego Duszka, czyli Dorotki. Teraz te listy od koleżanek przypomniały mi o różnych zdarzeniach, charakter pisma wielu osób też pamiętam.

Siostra Marta napisała kilka słów pożegnania tym samym czerwonym długopisem, którym sprawdzała nasze matury! Dorysowała też głowę konia. Oczywiście wszyscy pamiętają miłość Siostry Marty do koni i jej ulubione powiedzonko: „…i w 100 koni nie dogoni czasu, który się przewałkoni…..” Święta racja: list od Siostry Marty

Pożegnanie od S. Mirosławy (list od Siostry Mirosławy) stało się (z perspektywy 30 lat od matury) swoistą przepowiednią dla mnie. Siostra życzyła mi, żebym zawsze śpiewała Panu Bogu. Dlaczego takie pożegnanie? Siostra Mirosława za naszych czasów uczyła muzyki, religii i prowad20160222_181752ziła chór, a także opiekowała się muzykalnymi dziewczynami.  Pamiętam, że z chórem doszłyśmy do kolejnego etapu przesłuchań konkursowych i śpiewałyśmy w Akademii Muzycznej w Warszawie…. Równolegle też w naszej klasie „B” powstał zespół – 7 śpiewających dziewczyn, w tym były dwie gitarzystki: Krysia i Marzenka, a także Lidka, Agata, Asia Pe,
20160222_181657Kasia i Ja. Zespół nazywał się GENESIS. Całe 3 lata śpiewałyśmy, uczestniczyłyśmy w Sacrosongach (np. u Św. Marcina w Warszawie), a także w Górce Klasztornej podczas festiwalu Maria Carmen organizowanego przez Księży Misjonarzy Św. Rodziny. Zwykle dostawałyśmy wyróżnienie. Byłyśmy inne niż pozostali uczestnicy konkursów – skromne, śpiewałyśmy autorskie piosenki…

W Górce Klasztornej 20160222_182110zdobyłyśmy wyróżnienie za „Zagniewaną”. To była piosenka skomponowana przez Krysię do słów wiersza, który napisała anonimowa uczennica LO. Siostry organizowały konkursy tematyczne. Ten dotyczył Matki Bożej Jazłowieckiej. Do dziś pamiętam słowa „Zagniewanej”:

„Gdy zagniewana na cały świat uciekam do Twojego białego mieszkania, 

Uderza mnie w oczy biel Twoich szat, O Nieskalana Czystość Wielkiego Kochania!

Zbuntowanym jeszcze przez chwilę wzrokiem, błądzę pewnie po białych ścianach

Zahaczam szczęśliwe drzewa za oknem i nie jestem wtedy godna Twojego kochania…

Dopiero, gdy mnie Twój wzrok otuli i odgadnę, że mnie nie oddalasz,

Chcę z radości śpiewać o diamentowej kuli i o tym, że jednak jestem przez Ciebie kochana…

Jest mi wtedy tak ciepło i bezszelestnie i mogłabym tak siedzieć aż do świtania

słyszę jak powtarzasz narastającym echem: „Kocham Cię. Zawsze byłaś przeze mnie kochana”

Śpiewałyśmy w Niepokalanowie, nagrałyśmy u Franciszkanów kasetę. Do Górki Klasztornej pojechała z nami mama Krysi – wspaniała, radosna kobieta. Później jeździłyśmy już same. Po maturze połowa zespołu śpiewała nadal z poznanymi w Górce muzykami z Nowego k. Grudziądza, z Poznania i Torunia.

Krysia i Marzenka skończyły wychowanie muzyczne, a potem anglistykę. Ja nadal śpiewam amatorsko w swoim chórze parafialnym, który istnieje już ponad 13 lat. Słowa S. Mirosławy się spełniły.

Kiedy dziś oglądam zdjęcia z Szymanowa i słyszę o zespole rockowym, to zupełnie nie umiem sobie tego wyobrazić, no ale czas płynie i Siostry idą z jego duchemJ

Małgosia Najuch (Zarzycka, matura Szymanów, 1986)

 

Reklamy

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s