MIKOŁAJKI (z pamiętnika ósmoklasistki)

6.XII.1965 poniedziałek

Grażyna Górecka, Szymanów 1965-1969

pierniki […] Wybiegamy na korytarz, a tu pod tablicą ogłoszeń cały tłum. Przyszedł telegram do Szymanowa z Nieba nr 1 : „Punktualnie o 14.45 ma przyjechać na górny hol Mikołaj”. Uśmiałyśmy się – ale się Mikołaj wykosztował – tyle słów napisał ho, ho ! W internacie panuje gwar, za 5 minut przyjeżdża zza klauzury (jak kto woli… ze stacji) św. Mikołaj. Na holu ustawiony jest wielki fotel dla staruszka. Nagle usłyszałyśmy dźwięk dzwoneczka. Oho ! św. Mikołaj idzie, świętego prowadzą dwa anioły. Na powiekach mają białe rzęsy, suną w pięknych długich sukniach, machają skrzydełkami z…gazet. Za nimi wolniutko, postukując pastorałem z kija człapie staruszek. Na wstępie zaczął cichym, ledwie dosłyszalnym głosem, narzekać, że się bardzo zmęczył, że mało nie spadł z drabiny wiodącej z nieba do ziemi. Jednym słowem biedak ledwie zipie, ale jest zadowolony, że może dzieciom wręczyć prezenty.

Pierwsze, jako najmłodsze obdarowane zostały „ósmaki”. I co dostałyśmy ? Ponieważ nie lubimy wody i mydła i jesteśmy „naj, najczystszą” klasą w internacie wręczono nam ŁOPATKĘ, którą siostra Dominika będzie nam zeskrobywać brud z pleców (na pewno nie będzie to przyjemne, ale musimy się pogodzić z losem), poza tym ryżową szczotkę na brudasów i szampon. Na osłodę ciężkiego i pełnego trudów życia szymanowskiego dostałyśmy kosz jabłek i pierniczków. 9 klasa też jakiś prezent otrzymała, ale był mało humorystyczny i nie zapamiętałam co to było. Uśmiałam się do łez przy „dziesiątakach” – Mikołaj przywiózł im ogromną misę zupy mlecznej. Miały za zadanie jeść z jednej miski. Chodziło o to, by w 10 klasie nastała jedność.

Za to 11 klasa otrzymała wspaniały dar tj. wielkiego, słomianego Chochoła, jako że właśnie „przerabiają” Wesele Wyspiańskiego.

Ponieważ Mikołaj spieszy się do innej dziatwy wspólna uroczystość została zakończona. Teraz całe bractwo przeszło do swoich klas na „wewnętrzne” Mikołajki.

My swój salon miałyśmy jak zwykle w bibliotece. Na wstępie siostra Dominika rozdała nam rózeczki z serduszkami, w których były wypisane żartobliwe sentencje. W moim serduszku napisano : „dużo uśmiechu”. Siostra Dominika wręczyła mi średniej wielkości paczuszkę, ładnie zapakowaną. Co tam może być? Rozpakowuję, a tu moim oczom ukazuje się śliczne pudełko z wymalowanymi na nim czereśniami. Widziałam takie coś u Ali Sitkiewicz. Pewnie jakieś czekoladki. W środku znajduję nawet ładnego słomianego chochołka, smoczek i dropsy. Prezent taki sobie, średni na jeża. Były ładniejsze. Jedna z dziewcząt dostała śliczny bułgarski dzbanuszek. Zazdroszczę jej, akurat w niedzielę o nim marzyłam. Zbyszkiem, dla którego robiłam Mikołaja, została Wandzia Laskowska. Siostra Dominika powiedziała, że bardzo pomysłowa jest Jagienka (czyli ja).

Ucieszyłam się z pochwały, bo zdawało mi się, że mój podarunek jest bardzo głupi… Ależ miłe były te dzisiejsze Mikołajki.

Reklamy

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s