Szymanów z perspektywy 30 lat

AgataW tym roku przypada 30 rocznica naszej matury. Dwie klasy – razem 42 dziewczyn z Szymanowa. Inaczej nie nazywałyśmy szkoły. Tylko Szymanowem. I pod tym jednym słowem kryło się wszystko przez 4 lata od września 1982 do maja 1986, a jeśli nie wszystko – to bardzo wiele. Po wielu latach spotkałam młodą dziewczynę, która spędziła w Szymanowie jeden rok szkolny, może dwa, i nie mówiła Szymanów, tylko internat. Znak czasów? Niewątpliwie.

Szymanów.

Pierwsza moja wizyta w maju 1981 – padał cudownie ciepły, majowy deszcz. Kwitły kasztany.

Tata zaparkował auto przy furtce, od strony kościoła parafialnego. W strugach deszczu, wybetonowaną alejką, obsadzoną jaśminem, dotarliśmy do furty. Dla mnie były to wtedy drzwi do pałacu. Później stały się furtą.

Mama, tata, ciotka i ja zostaliśmy przyjęci przez siostrę Irmę. I przez Siostrę Irmę byłam oprowadzana po szkole i internacie. To był czas po kolacji. Maj – matury. Taki obrazek tkwi w mojej głowie i mam nadzieję, że nigdy nie zatrze go żadna demencja ani skleroza.

Nie pamiętam składania dokumentów, co może oznaczać, że szkoły podstawowe wysyłały aplikacje do szkół średnich. Za to doskonale pamiętam egzamin pisemny z polskiego i matmy.

Wtedy to poznałam Bożenę Wieteską i już od drugiego dnia egzaminów dojeżdżałyśmy razem ze Skierniewic. Bożena, jej mama i ja. Tego drugiego dnia po egzaminie z matmy, kręciłyśmy się po dolnym korytarzu, czekając na wyniki obu pisemnych. I podeszła do mnie zakonnica: ­ jak się nazywasz? ­ spytała -­ Agata Kubak – odpowiedziałam i mało nie umarłam ze strachu- ­ a, to dobrze, to chodź ze mną na pracowni chemicznej, zdasz zaraz ustny z chemii – oczywiście, tą zakonnicą była Siostra Anna.

Bożenie też przypadł w udziale egzamin tego samego dnia. Pamiętam, że po odpowiedzi na 3 pytania i rozpisaniu reakcji chemicznej na tablicy, Siostry mi podziękowały a ja z wrażenia powiedziałam „do widzenia” plecami. To znaczy w drzwiach, marząc tylko o tym by wyjść.

Skoro piszę owo „słowo o Szymanowie” to znaczy, że dostałam się do liceum, które zakończyłam dzielnie maturą. Pisemną z j.polskiego i matematyki. Ustną z NOS’u ( prepedeutyki nauki o społeczeństwie­ jak ktoś nie znał skrótu), historii i j. angielskiego.

Z moją maturą pisemną z j. polskiego była heca. Gdyż stwierdziłam, że skoro Tata napisał 30 lat wcześniej maturę z Żeromskiego na 5­tkę, to w maju 1986 musi się pojawić temat z Żeromskiego i ja muszę dostać z niego piątkę. Taka sobie motywacja. Niemniej jednak nadzwyczaj irytująca koleżanki z klasy. Jeden jedyny Walek, czyli Agnieszka Walczyńska powiedziała mi żebym się uspokoiła z tym Żeromskim, bo ona ma dosyć i na dodatek to straszliwie ją denerwuje.

Myślę, że Siostrę Angelę również. Miała dużo cierpliwości do mnie, ponieważ dopiero w marcu się spytała:

– Kubaku, czy ty, coś poza Żeromskim, umiesz na maturę?

-Oczywiście, proszę Siostry. Wojnę i współczesną. ­ odparłam

Nie wiem czy to uspokoiło Siostrę Angelę. Podejrzewam, że temat maturalny „Troska o godność człowieka i sprawiedliwość społeczną w twórczości Stefana Żeromskiego” był jej tematem, który wysłała do kuratorium. I choć nie jestem tego pewna, to od zawsze jestem wdzięczna Opatrzności i Siostrze Angeli za ów temat. Oczywiście, że dostałam piątkę. Aż Matka Annucjata na odczytaniu wyników pisemnych matur, w sali rekreacyjnej, spytała:”Czy to ten słynny Żeromski?” Słynny to on jest na pewno, ale ja miałam pietra.

Z maturą z matematyki było inaczej. Od drugiego semestru III­ej klasy, raz w tygodniu, pisałyśmy dwugodzinne klasówki z zadań maturalnych z lat poprzednich.

008W IV­ej klasie były dwie próbne matury z polaka i matmy. Jedna w marcu, druga w kwietniu. Być może przydługi wstęp, ale zmierzam do tego, że przy dyktowaniu zadań na maturze w maju 1986, ostatnie zadanie było z rachunku prawdopodobieństwa. I wtedy Siostra Marta podniosła głowę znad kartki i spytała:

-Dziewczyny, jaki był wynik w tym zadaniu, bo nie pamiętam?

-14/25 proszę Siostry – odpowiedział chór 24 dziewczyny

Dlaczego? Dlatego, że i na klasówce w III­ej klasie i na maturze próbnej było to zadanie. Autorskie Siostry Marty. Dodam, że Pani z Kuratorium mało nie spadła z krzesła. Opisując matury, przypomniało mi się, że po mszy św., po śniadaniu, zbierałyśmy się w pracowni muzycznej naprzeciw sali rekreacyjnej. I o ile polski był obłaskawiony, to matura z matmy jawiła się większości z nas, jak smok siedmiogłowy. I co wtedy zrobiła Siostra Marta? Ustawiła nas w kręgu harcerskim i śpiewałyśmy i tańczyłyśmy pląsy harcerskie. I z uśmiechem na twarzach na maturę z matematyki wchodziłyśmy. Wszystkie.

Klamra czasowa od pierwszej wizyty w Szymanowie do matury, nie zamyka mojej historii o Szymanowie. Przez 4 lata szkoły, w czasie których dziewczyny odchodziły lub przychodziły, lub powtarzały klasę, były tysiące minut dobrych i tych mniej fajnych. 36 miesięcy przez 24 godziny byłyśmy ze sobą. Kto tego nie przeżył, nie rozumie. Bo my się spotykamy po latach całych i rozmawiamy i słuchamy siebie i śmiejemy się w tym samym momencie. W listopadzie 2015, odbyło się małe spotkanie naszej klasy w naszym domu. I mój mąż, zwany Panem Krypą, oznajmił, że nam zazdrości ( oczywiście bez zawiści) nadzwyczajnego poczucia więzi, poczucia humoru, słuchania, wspierania i chęci do bycia ze sobą.

048Niezwykle spotkanie odbędzie się 10 ­11 września 2016 roku. Czerpanie z bycia razem uczennic i Sióstr, z modlitwy u stóp Pani Jazłowieckiej ale też troszkę klimatów jak pod Wieżą Babel, trochę jak na bazarze na Polnej. Nagromadzenie kobiet w jednym miejscu, niezwykle związanych (czy chcą się do tego przyznać czy też nie) emocjonalnie z wyjątkowym poletkiem Pana Boga w Szymanowie, w Polsce, prawie w środku Europy. 30 lecie matury klasa A i klasa B Szymanów 1982­1986.

Agata Kubak-Krypa
Szymanów matura 1986

Reklamy