Słowo Matki Wawrzyny z ostatniego zjazdu w Szymanowie, czyli ‚Wiara to skarb- Matka Marcelina o najkorzystniejszej inwestycji życia’

(photo cc by Heather Wizell)

(photo cc by Heather Wizell)

Matka Wawrzyna doskonale wyczuła jakie słowa powinny usłyszeć niepokalańskie wychowanki podczas corocznej Pielgrzymki-Zjazdu.

W sali pielgrzymkowej siedziało około 70 kobiet, każda ze swoim bagażem doświadczeń i tych dobrych i tych złych. Usłyszałyśmy, że Bóg jest dobry, mądry i sprawiedliwy, że nie ma sytuacja bez wyjścia a wszystko co doznajemy ma sens, że każdy nasz element, wszystkie dobre i słabe cechy naszego umysłu i ciała mają swój cel.

Dużo otuchy płynęło z ust Matki Wawrzyny.

Kolejna refleksja dotyczyła wiary, która zawsze jest darem. Bywa, że przychodzi w różnym czasie i miejscu, bywa, że przychodzi przez kogoś. To właśnie wiara może dać poczucie bezpieczeństwa w niebezpiecznym świecie. A niestety każdy czas jest niebezpieczny. Ten w którym żyła Matka Darowska nie różni się pod tym względem od naszych.  Potrzeba nam odwagi, żeby przejść przez ciemne dnie z nadzieją i optymizmem. Niestety cierpienia jest wpisane w ludzką kondycję. Warto nauczyć się traktować ból z lekkim dystansem i wierzyć, że ma sens.  Może warto powtarzać sobie, że jest czas kiedy się dostaje ale jest i czas i cena, kiedy się daje. Ot takie ludzie koło fortuny….

Trzeba nam wiary, że Bóg ma swoich przyjaciół w każdym miejscu i to oni podadzą nam rękę, pomogą udźwignąć cierpienie jakie niesie życie.

Warto też zdać sobie sprawę, że każdy ma misję. Wiara nie jest czymś biernym. Znakiem wiary jest działanie.  Modlitwa jest niezbędna, ale nie wystarczy. Mamy władzę żeby wywierać wpływ, żeby zmieniać świat wokół nas na lepsze. Mamy w sobie trzy potężne siły: serce, rozum i wolę. Serce pomaga szukać naszej misji, rozum wskazuje sposoby na jej realizację, a wola daje siłę by ją wypełnić. Jeśli towarzyszy nam wiara, można też dostrzec sens tego wszystkiego.

Te i inne, pełne otuchy słowa znajdziecie w  ponad 100 letniej książce Matki Marceliny ‚Cztery pogadanki rekolekcyjne’.  Do kupienia w Szymanowie.

Reklamy

Jak uczennice widzą szkołę w Szymanowie

Czasem warto spojrzeć na starą szkołę oczami jej obecnych uczennic. Jest ku temu okazja. Uczennice nakręciły filmik promujący Szymanów. Nastrój  jak z Indiana Jones…
Filmują też polecane przez siebie zwiastuny książek:
Jest i filmowa mini adaptacja książki, która ma związek z niepokalańskim klasztorem w Wałbrzychu. Chodzi o książkę Johna Greena ‘Gwiazd naszych wina’. A charytatywna internetowa akcja Project for Awesome już dwa razy wsparła wałbrzyską, niepokałańską Fundację Garczyńskiej hojnym grantem: https://www.youtube.com/watch?v=RpI8-LXfA4Y
Świat jest mały! Brawo Dziewczyny!

List od nowego zarządu Koleżeńskiego Zjednoczenia Jazłowieckiego

Drodzy Członkowie/inie i Sympatycy KZJ !

Na początku nowej kadencji  w imieniu lekko odnowionego, ale prawie starego zarządu chciałabym przede wszystkim podziękować za wybór – rozumiemy to jako pewną akceptację naszych dotychczasowych poczynań, ale również traktujemy jako zobowiązanie do wzmożenia wysiłków.

Będziemy się starały zrealizować plany, które rozpoczęłyśmy w poprzedniej kadencji, a które są ciągle w toku prac, jak również mamy trochę nowych pomysłów, które może uda się przynajmniej rozpocząć.

To, co nam pozostało do kontynuacji – wynika w prosty sposób ze sprawozdania końcowego zarządu na Walny Zjazd. Są to takie tematy jak:

  1. Budowa komputerowej bazy członków KZJ i wdrożenie programu jej obsługi;
  2. Unowocześnienie i utrwalenie archiwum KZJ poprzez cyfryzację posiadanych zasobów;
  3. Pozyskiwanie młodszych członków KZJ w celu przetrwania Stowarzyszenia i integracja międzypokoleniowa;

Oczywiście nie zapominamy o działaniach, które są stałymi punktami w pracy każdego kolejnego zarządu, takich jak pomoc osobom starszym , utrzymywanie ciągłości kontaktów z Siostrami i Rodziną Jazłowiecką itp.

Kochani, jesteśmy pełne zapału i dobrej woli, ale jest nas tylko 7 i mimo najlepszych chęci nie będziemy w stanie same sobie ze wszystkim poradzić.

Jesteśmy bardzo wdzięczne osobom, które zgłosiły akces do współpracy i efektywnie i ofiarnie z nami współdziałają i szukamy następnych równie wspaniałomyślnych osób dysponujących dobrymi chęciami i odrobiną czasu do:

  1. Pomocy przy porządkowaniu archiwum KZJ – sposób i zakres tych prac pozostaje do indywidualnego omówienia.
  2. Pomocy przy dystrybucji „Głosu Koleżeńskiego” – jest to praca dwa razy w roku (bo z taką częstotliwością „Głos” się ukazuje)
  3. Skanowania papierowych dokumentów z archiwum – to jest robione, ale praca jest dość czasochłonna i posuwa się wolno. Bardzo chciałybyśmy to przyśpieszyć, bo materiału jest dużo. Trzeba mieć do tego komputer ze skanerem.
  4. Organizowania tzw „wyjść z KZJ” – trzeba się orientować, jakie interesujące wydarzenia (kino, wystawa, teatr …itp) mają miejsce i zawiadamiać o tym koło. Często jest możliwe przy zapewnieniu pewnego minimum osób załatwienie biletów ulgowych.

 

Czekamy również na dodatkowe pomysły: jakie akcje i działania mogłybyśmy przedsięwziąć, które byłyby interesujące dla naszych członków i sympatyków i które pomogłyby nam się zintegrować.

Liczę na odzew ze strony czytelników „Kurierka” oraz naszych stron www i fb.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających ten tekst.

Przewodnicząca KZJ

Marta Mieszkowska

 

Kurierek powakacyjny zaprasza do lektury

W najnowszym numerze znajdziecie wiadomości z okresu czerwiec-sierpień, czyli o:  walnym zebraniu KZJ z czerwca, planach i prośbach nowego zarządu, możliwości zapomogi z KZJ, czerwcowym retro-rajdzie w Szymanowie, sierpniowym szymanowskim obiedzie jasnogórskich pielgrzymów, szymanowskiej uczennicy uzdolnionej w dziedzinie fizyki oraz obserwatorium w Wałbrzychu

Kliknij obok żeby przeczytać najnowszy kurierek: Kurier KZJ nr33_wrzesien2017_fin

Australijska nagroda uznania dla Niepokalanki

20 maja w bibliotece Muzeum Powstania Warszawskiego miała miejsce wzruszająca uroczystość nadania tytułów Małych Bohaterów przez australijską polonijną Fundację Polcul.

W tym roku wśród 15 wyróżnionych z całej Polski obywatelskich działań znalazła się Siostra Daniela za swoją działalność na rzecz wałbrzyskich, potrzebujących dzieci. Na uroczystości obecna też była Przełożona Domu w Wałbrzychu- Siostra Maria Bogdana. Uroczystość uhonorował swoją obecnością Ambasador Australii w Polsce.

Siostra Daniela 5 lat temu założyła i prowadzi Fundację Garczyńskiej. Jej nieoceniona pomoc wałbrzyskim dzieciakom została dostrzeżona nawet w Australii i to na równi z również wyróżnioną w tym roku, potężną akcją ‚Cała Polska czyta dzieciom’. Pełna lista wyróżnionych znajduje się tutaj: http://www.polcul.pl/index.
php?option=com_content&view=featured&Itemid=101

Fundację Polcul powołał do życia w Australii polski emigrant i działacz społeczny, nieżyjący już, Jerzy Boniecki. Celem fundacji jest wyróżnianie:

  • postaw objawiających się tworzeniem społeczeństwa obywatelskiego,
  • działalności wyrażających poszanowanie i tolerancję dla innych,
  • osób poświęcających swój czas i energię dla wspólnego dobra, podejmujących inicjatywy służące demokracji i budowaniu społeczności lokalnych.

Wyróżnienia Fundacji przyznawane są dwa razy w roku. Wyboru laureatów dokonuje Kapituła na podstawie wniosków przygotowanych przez Konsultantów Fundacji.

Siostrę Danielę wskazała do wyróżnienia konsultantka, wychowanka szymanowska, Joanna Moraczewska-Gwiazdowska.

O fundacji Polcul – ‘ „Tygodnik Powszechny” Nr 39 z 28 września 2003r:

– Kiedy i w jakich okolicznościach powstał Polcul?

– Sam pomysł narodził się w 1976 roku, niedługo po zajściach czerwcowych i powstaniu Komitetu Obrony Robotników, ale do zbudowania form organizacyjnych doszło dopiero w 1980 roku. Powstanie Fundacji poprzedzone było konsultacjami z różnymi osobami i instytucjami zaangażowanymi w rozwój opozycji demokratycznej w Polsce. Ważną rolę odegrała tu “Kultura” Jerzego Giedroycia.

Profil pierwszych laureatów dobrze odzwierciedla okres, w którym powstała Fundacja. Nagradzaliśmy wówczas ludzi związanych przede wszystkim z ruchem kultury niezależnej, ruchem związkowym i obroną praw człowieka. Stąd też nazwiska: Michnik, Geremek, małżeństwo Wujców, Helena Łuczywo, Halina Mikołajska. Ale większość stanowili nieznani szerzej drukarze, kolporterzy, działacze związkowi. W sumie w latach 80. wyróżniliśmy około 600 osób.

– Kto decyduje o wyborze laureatów?

– Przed rokiem 1989, w okresie “heroicznym”, kandydatury przychodziły przede wszystkim od środowisk opozycji demokratycznej, które cieszyły się dużym stopniem wiarygodności i autorytetem moralnym. Nazwiska przekazywane były na Zachód przez ludzi zaufanych, jak np. Stefan Kisielewski, który w tym okresie poruszał się dość swobodnie pomiędzy Warszawą a Paryżem. Do oceny zgłaszanych propozycji powołaliśmy jury, które wtedy w całości zamieszkiwało na zachodzie. To byli ludzi tacy jak: Jan Nowak-Jeziorański, Gustaw Herling-Grudziński, Eugeniusz Smolar czy Jerzy Giedroyc, by wymienić tylko niektórych. Po 1989 do jury stopniowo zaczęliśmy wprowadzać ludzi mieszkających w kraju: Jacka Fedorowicza, Czesława Bieleckiego, Zofię Bartoszewską. Dziś poza dwoma jurorami mieszkającymi w Australii, mną i Jankiem Pakulskim, wszyscy mieszkają w Polsce.

Rok 1989 przyniósł zasadniczą zmianę w naszej działalności. […] Zdecydowaliśmy, że nagradzać będziemy działaczy promujących kulturę obywatelską przez małe “k”, a więc tych, którzy codzienną pracą budują zręby społeczeństwa obywatelskiego, promują dbałość o wspólne dobro, pomagają niepełnosprawnym, rozwijają kulturę lokalną itd.

[…]Musieliśmy znaleźć ludzi, którzy wyłuskiwaliby takich Małych Bohaterów i ich wartościowe projekty. W ten sposób powstała funkcja tzw. konsultantów, których zadaniem jest przedstawianie kandydatów do nagrody.

– Kim są konsultanci?

– Nie są to osoby z pierwszych stron gazet. To ludzie odznaczający się dużą wrażliwością społeczną, zmysłem obserwacji otaczającego ich środowiska i doskonałą znajomością polskich realiów. Mamy w tej chwili pięciu konsultantów zamieszkałych w różnych rejonach Polski.

– Z jakim odzewem spotyka się działalność Polculu w Polsce?

– Myślę, że z dużym, choćby dlatego, że przyznajemy około 50 nagród rocznie. Na uroczystościach wręczania nagród spotykają się laureaci wzajemnie siebie nie znający. To, że ci wszyscy wspaniali społecznicy mogą być wtedy razem, tworzy coś na kształt duchowego braterstwa. Ci ludzie po prostu widzą, że takich jak oni jest więcej. To bardzo uwznioślające i stymulujące uczucie.

– Polcul działa już od 23 lat – w czym upatruje Pan źródła jego sukcesu?

– Na pewno w tym, że jako organizacja zawsze działaliśmy ponad podziałami politycznymi, religijnymi i etnicznymi. Byliśmy zawsze niezależni i otaczaliśmy się, by użyć powiedzenia Władysława Bartoszewskiego, ludźmi przyzwoitymi. Ale mam też taką teorię, że ludzie, którzy działają społecznie – a nikt w Polculu nie działa odpłatnie – są po prostu szczęśliwsi, bo myślą o innych, nie o sobie. Może tu właśnie kryje się źródło tego, że wciąż istniejemy.’